Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

Echo Night: Beyond - recenzja
#1
„Echo Night”, za które odpowiada japońskie studio From Software to seria pierwszoosobowych gier przygodowych poruszająca temat duchów, a przy tym utrzymana poniekąd w klimacie horroru. Została ona zapoczątkowana w czasach pierwszej konsoli Sony, jednak przeszła przez branżę gier bez większego echa. Odsłona z podtytułem „Beyond” to trzecia w ogóle, a przy tym pierwsza wydana na PS2 część serii.

Jest rok 2044. Ludzkość coraz pewniej czuje się poza własną planetą i śmielej eksploruje kolejne zakamarki układu słonecznego. Wcielamy się w postać Richarda Osmonda, który razem ze swoją narzeczoną Claudią, leci wahadłowcem kosmicznym w kierunku placówki położonej na księżycu. Dochodzi jednak do katastrofy i statek rozbija się w jej pobliżu. Gdy Richard odzyskuje przytomność, wokół niego nie ma już nikogo. Znajduje tylko tajemniczą wiadomość mówiącą, aby przyszedł do pobliskiej placówki. Czy to tam właśnie są wszyscy? Czy to Claudia zostawiła wiadomość? Co było przyczyną wypadku? Kolejne minuty gry nie dostarczają nam odpowiedzi na te pytania, a tylko rodzą kolejne. W pozornie pustym miejscu spotykamy, bowiem dusze zmarłych tutaj ludzi. Są one uwięzione w naszym świecie. Nie mogą odejść dopóki nie dokończą spraw rozpoczętych za życia lub nie otrzymają ważnego dla nich przedmiotu. Naszym głównym celem jest wprawdzie odnalezienie narzeczonej, ale przy okazji pomagamy zbłąkanym duszą w przejściu na tamten świat.

[Obrazek: ecbeyond5.jpg]

Akcję obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby. Pierwsze, na co zwróciłem uwagę to dziwne sterowanie. Do rozglądania się w górę i w dół służą przyciski L2 i R2. Na szczęście szybka wizyta w opcjach naprawia ten problem i pozwala na pełną kontrolę za pomocą analogów, tak jak w typowych grach FPP. Dziwi mnie jednak fakt, że tak niewygodna konfiguracja przewidziana jest, jako domyślna. Nasz bohater ubrany jest w specjalny, kosmiczny skafander. Wyposażony jest on w latarkę, a w rogu szyby kasku widzimy wskaźnik informujący nas o częstotliwości uderzeń naszego serca. Kiedy Richard się czegoś przestraszy, nasze serce gwałtownie przyśpiesza aż w końcu nie wytrzymuje i dochodzi do zawału. Trochę to dziwne, jak czasem niewiele trzeba by nasz bohater padł martwy, ale co tam, może ma słabe serce. Przyznam, że ten pomysł mi się spodobał.

Czego więc możemy się bać? Księżycowa stacja skrywa wiele tajemnic. W niektórych jej miejscach występuje gęsta, nieprzenikniona mgła. Powoduje ona, że duchy stają się agresywne i atakują naszego bohatera. Nie mamy żadnej możliwości walki z nimi, więc jedynym ratunkiem staje się ucieczka. Im dłużej wystawieni jesteśmy na niebezpieczeństwo tym jest trudniej, ponieważ strach stopniowo paraliżuje Richarda. Obraz powoli zanika i czasem ciężko znaleźć właściwą drogę, nie mówiąc już o ograniczonej wytrzymałości organu pompującego krew. Zazwyczaj wystarczy uciec do innego pomieszczenia żeby agresor sobie odpuścił, ale nie jest to zasadą. W razie potrzeby możemy także użyć medykamentów jednak najczęściej są one zbędne. Co do latarki, to wprawdzie ma ona ograniczoną moc, ale na naszej drodze spotkamy tyle baterii, że absolutnie nie ma się czym martwić.

[Obrazek: 87301206.jpg%3F1600]

Większość gry spędzimy jednak nie na uciekaniu, a na eksplorowaniu bazy. Trafimy zarówno do zwykłych apartamentów mieszkaniowych jak i laboratoriów. Będziemy mieć też okazję przespacerować się po powierzchni księżyca. Stacja, jako całość prezentuje się całkiem wiarygodnie. Przeszukując jej pomieszczenia, spotykamy kolejne duchy czekające na nasza pomoc. Zazwyczaj musimy im jej udzielić, aby móc ruszyć dalej, gdyż często po „odejściu” zostawiają nam pewien przedmiot potrzebny np. do otwarcia drzwi. Pomoc polega właśnie na znalezieniu konkretnej rzeczy i oddaniu jej duchowi. Najczęściej wystarczy przejść się po najbliższej okolicy by go znaleźć. Czasem jednak musimy rozwiązać przy tym zagadkę. Niestety, jak na tego typu grę jest ich zdecydowanie za mało, a przy tym ich poziom trudności nie należy do zbyt wysokich. Jest także jedna zagadka z tekstem, niestety równie banalna.

Podczas przemierzania bazy, co jakiś czas natkniemy się na wspomnianą już mgłę. Żeby się jej pozbyć musimy uruchomić system wentylacyjny. W tym celu musimy znaleźć odpowiedni panel i użyć karty pracownika stacji, co często robimy pod presją ścigającego nas, złego ducha. Jednak nawet wtedy, gdy przemieszczamy się przez niezamgloną część stacji, towarzyszy nam uczucie osamotnienia i lekkiego niepokoju. Z duchami, które akurat nie są pochłonięte zabijaniem nas i straszeniem, możemy rozmawiać. Czasem dostarcza nam to wskazówek odnośnie fabuły gry jednak głównie odnośnie aktualnego zadania. Choć może „rozmawiać” to złe słowo. Protagonista nie odzywa się, bowiem wcale. Osobiste historie poszczególnych duchów nie są raczej zbyt poruszające. Najczęściej są to tylko osoby, które trafiły do niewłaściwego miejsca w niewłaściwym czasie. Trafimy tu przykładowo na kobietę, której zaginął kot. Tak po prostu. Szukamy, więc ducha kota i zwabiamy dzwonkiem do staruszki. Szczytem głupoty był jednak moment, gdy musieliśmy przynieść grubasowi kilka czekoladek i napój. Rozumiem, gdyby była to misja poboczna, jednak opisany przykład to zadanie, bez którego nie posuniemy się dalej. Nie mam nic przeciwko standardowemu „znajdź i przynieś”, ale tu czułem się czasem (na szczęście tylko czasem) jak chłopiec na posyłki. Zdarzyła się też sytuacja, w której musiałem przynieść pewnemu duchowi przedmiot leżący… 3 metry dalej.

[Obrazek: 918908_20040511_screen027.jpg] [Obrazek: 714372-918908_20060221_002.jpg]

Prawie cała stacja jest monitorowana. Jeśli znajdziemy pomieszczenie ochrony, możemy podejrzeć na kamerach, co aktualnie dzieje się na danym odcinku bazy. Rejestrują one również i duchy, więc możemy wcześniej dowiedzieć się o czyhającym na nas zagrożeniu. Oprócz tego, kamery pokazują też w niektórych miejscach dziwne, zielone plamy. Jeśli zbliżymy do nich obraz z kamery, zobaczymy scenkę, która wydarzyła się tam w przeszłości. Znacznie pomaga to w zrozumieniu historii stacji. Zapisu dokonujemy w określonych punktach, znajdujących się właśnie w pokojach monitoringu.

Grafika w Echo Night: Beyond jest całkiem niezła. Mimo, że w 2004 roku, gdy gra się ukazała, były już znacznie ładniejsze od niej pozycje, to nie sprawia ona złego wrażenia. Stacja na księżycu wygląda odpowiednio ładnie, a przy tym bardzo klimatycznie. Księżyc jednak nie prezentuje się już tak dobrze. Niektóre tekstury wyglądają tam wręcz brzydko. Sekwencje spędzone na zewnątrz nie stanowią jednak dużej części gry. Muzyka nie pojawia się często, ale i tak zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Przez większość gry słyszymy jednak tylko nasze kroki czy bicie serca, a także dźwięki otwieranych drzwi albo szafek. Strona audio jest bardzo dopracowana. Byłoby na tym polu jeszcze lepiej gdyby nie głosy postaci, które są raczej średnie.

W dużej mierze to właśnie dźwięk buduje tak niesamowity klimat. Jest tajemniczo. Jest też mrocznie. Czułem tą samotność i odosobnienie. Jeśli zaś chodzi o strach, to jest tak sobie. Kilkukrotnie poczułem ten dreszczyk (głównie za sprawą dźwięku towarzyszącego pojawieniu się złego ducha), jednak nie bałem się przez całą grę. Odczuwałem bardziej lekki niepokój niż strach.

Jaka jest główna wada Echo Night: Beyond? Zdecydowanie monotonia. Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre, jednak gra zbyt szybko popada w schematy. Jest to tylko seria krótkich i prostych misji oszczędnie przyprawionych dawką strachu. Często wracamy także do raz odwiedzonych już lokacji. Po fabule również spodziewałem się czegoś więcej. Zapowiadała się ciekawie, jednak rozwija się trochę zbyt wolno. Całościowo wypada jednak całkiem dobrze, choć jak na tego typu grę, gdzie narracja odgrywa znaczną role, jest raczej średnio. Sporo zależy tu jednak od zakończenia, na jakie trafimy. Mamy cztery różne, a zależne są od przedmiotów, jakie znajdziemy podczas gry. Przejście tej produkcji zajęło mi niecałe 7 godzin. Mimo wad i niedociągnięć, nie uważam tego czasu za stracony. Grze nie można odmówić oryginalności i niezłego pomysłu, który jednak zaprzepaszczony został przez nienajlepsze wykonanie. Echo Night: Beyond to ciekawe doznanie, jednak przeciętny gracz raczej się tu nie odnajdzie.
Odpowiedz
#2
Cytując klasyka: "Przypadek? Nie sądzę", hehe. To się zgraliśmy :). Po opisie widzę, że trzon rozgrywki właściwie pozostaje bez zmian względem pierwowzoru (nawet to dziwne sterowanie, całe szczęście że da się zmienić), ale ten zdecydowanie mroczniejszy klimat bardzo mi się podoba oraz motyw z pulsem bohatera. Wychwyciłem maluczki błąd w drugim akapicie w słowie katastrofa :) Dobra robota.
[Obrazek: Mlyneq.png]

[Obrazek: retronagazieuserbar.jpg]
Odpowiedz
#3
Bardzo fajnie, że w krótkim odstępie czasu pojawiły się recenzje traktujące o dwóch grach z tej samej serii. Jeszcze lepiej, że są to teksty napisane przez dwóch różnych graczy, dzięki czemu pogląd na zaproponowany przez twórców koncept rozgrywki jest przedstawiony z dwóch perspektyw. O "Echo Night: Beyond" pierwszy raz usłyszałem w wątku poświęconym odejściu Draco i była to jedyna sytuacja, gdy usłyszałem o tej grze.

Podobało mi się, że stosunkowo często popierałeś swoje zarzuty względem gry konkretnymi przykładami, co powoduje, iż tekst jest autentyczny.

Kapitan Krwotok napisał(a):[...]Została ona zapoczątkowana w czasach pierwszej konsoli Sony, jednak przeszła przez branżę gier bez większego echa.[...]

To zdanie, w kontekście nazwy gry, bardzo mi się podobało. Big Grin
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz
#4
(24-01-2014, 09:57)Sandinista napisał(a): Wychwyciłem maluczki błąd w drugim akapicie w słowie katastrofa Smile
O dzięki! Już poprawione Wink
Odpowiedz
#5
Podoba mi się twój styl pisania Kapitanie. Jest dla mnie wyjątkowo przystępny. Tworzysz teksty spójne, treściwe, ale jednocześnie zgrabnie popierasz wszystkie opinie argumentami. Całościowo recenzję uważam za bardzo dobrą.

Zaciekawiłeś mnie grą mimo, że po dreszczowce sięgam rzadko. To bieganie po stacji, konieczność uciekania w przypadku namierzenia i bezsilność wobec oponentów momentalnie skojarzyło mi się z tym, co całkiem niedawno opisywał Sandinista przy okazji recenzowania "Hellnight" na PS1. Generalnie jednak nie lubię tego typu kosmicznych klimatów. Nie kręcą mnie chłodne, pozbawione polotu, fauny i flory lokacje.

Z kolei bardzo spodobał mi się opisany przez ciebie patent ze zbliżeniem kamery na zieloną plamę, po którym można obejrzeć scenę z przeszłości. To dosyć ciekawy sposób na nakreślanie graczowi fabuły i ukazywanie historii poszczególnych duchów.

Skoro o maluczkich błędach mowa. Obczaj ostatnie zdanie w drugim akapicie: Tongue
Cytat: Naszym głównym celem jest wprawdzie odnalezienie narzeczonej, ale przy okazji pomagamy zbłąkanym duszą w przejściu na tamten świat.
Chyba powinno być "duszom" (liczba mnoga)?
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  [PS2][Recenzja] King Kong Furious 11 6186 03-04-2020, 08:35
Ostatni post: Kraszu
  recenzja- Beverly Hills Cop miauryc 4 5379 26-08-2016, 21:52
Ostatni post: Sandinista
  [Recenzja] Forbidden Siren Sandinista 10 10211 15-06-2016, 14:34
Ostatni post: Makaveli
  (Krótka recenzja) Ojciec Chrzestny Szymon 10 8987 22-01-2016, 23:14
Ostatni post: Makaveli
  [Recenzja] Glass Rose Sandinista 7 5991 18-06-2015, 08:02
Ostatni post: Kraszu
  recenzja- FlatOut miauryc 1 3371 05-06-2015, 19:07
Ostatni post: Kratos
  Project Zero - Recenzja MrBrut 4 4829 30-04-2015, 00:22
Ostatni post: juno
  Recenzja Ico Kratos 9 6803 04-01-2015, 09:27
Ostatni post: 1903

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości