Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

Retro Recenzja - Kick Master na NES
#1
Tytuł gry: Kick Master

Producent: Taito

Rok wydania: 1992

Gatunek: Action RPG

[Obrazek: gfs_45506_1_1_mid.jpg]

Trauma z dzieciństwa.


Co może być strasznego w żółtym kartridżu z naklejką, na której widać Jima Carreya w przebraniu Maski? Wydaje się, że nic. Pozory jednak mylą, bo po uruchomieniu go na Pegazusie, to co zobaczyłem napędziło mi stracha. Widok ogromnego zamczyska i złowieszczego napisu Kick Master, obudził w czteroletnim mnie uczucie niepokoju. Wszystkie te emocje spotęgowały się, gdy po chwili ujrzałem paskudnego gargulca. Obraz ten tak wbił się w moją pamięć, że szybko dostałem gorączki, a pozycja była uruchamiana tylko pod moją nieobecność. Potrzeba było kilku lat, abym mógł się zmierzyć z traumą i zagrać w Kick Mastera. Co ciekawe, gra szybko wpisała się w mój prywatny top tytułów na pierwszą konsolę Nintendo, dlatego ciężko będzie mi wydać osąd obiektywny. Czym zatem jest pozycja, która wywołuje we mnie tyle emocji? O tym przekonamy się w dalszej części recenzji, do której lektury zapraszam.

[Obrazek: gfs_45506_1_2_mid.jpg]

(Nie)Królewskie obyczaje.


Jesteśmy w królestwie Lowrel. Zła czarownica Belzed zabija wszystkich mieszkańców dworu królewskiego łącznie z parą królewską. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn zostawia przy życiu księżniczkę Silphee i porywa ją. W pościg za nią rusza Thonolan, główny bohater gry, którym pokierujemy. Uratowanie księżniczki jest jednak dla niego celem drugorzędnym, bowiem z rąk szkieletów przysłanych przez Belzed ginie także jego brat, Macren. Zastanówmy się zatem, jakie szanse w tym starciu będzie miał Thonolan? Ano spore, gdyż jego atut to znajomość sztuki walki, która opiera się głównie na kopnięciach. W tym momencie do akcji wkraczamy my, nasze dłonie oraz kontrolery, dzięki którym będziemy łoić tyłki pomiotom Belzed. Nogami oczywiście, w końcu Kick Master, nie?

[Obrazek: gfs_45506_2_12_mid.jpg]

Gatunkowy misz-masz.


Cała gra polega na przemierzeniu 8 poziomów, w których będziemy wykorzystywać zdolności naszego głównego bohatera. Liczba możliwych ataków jest początkowo ograniczona, lecz te przyjdą z czasem. Pozycja jest mieszanką gry RPG z zręcznościówką, co widać na pierwszy rzut oka. W każdej lokacji będziemy napotykać się na chmary różnego rodzaju przeciwników. Upadłe anioły, szkielety, ogromne karaluchy to tylko przykłady kreatur, które się nam przeciwstawią. W zależności od poziomu trudności, uporanie się z nimi będzie wymagać większej ilości ciosów. Z każdego pokonanego stwora wypadają trzy losowe przedmioty. Mogą to być punkty doświadczenia, czaszka będąca podpuchą czy też mana niezbędna do wykonywania czarów. Tych będziemy mogli użyć posiadając specjalne artefakty, które znajdują się w siedmiu etapach gry. W każdym poziomie można zebrać po dwa, z czego jeden zazwyczaj jest bardziej ukryty. Dzięki nim na chwilę będziemy mogli miotać piorunami, regenerować sobie życie bez serduszek, a nawet latać. Nie ma nic za darmo, ponieważ każdy przedmiot nad swoją ikonką ma liczbę many, którą trzeba poświęcić na jednorazowe użycie. Doświadczenie otrzymujemy w formie 10, 30 oraz 50 punktów. Po przekroczeniu potrzebnej jego liczby zdobywamy nowy poziom. Thonolan wtedy dostaje nowy cios, a nam się wtedy wydłuża pasek zdrowia oraz ilość many jaką maksymalnie możemy posiadać. Kombinacji jak na możliwości kontrolera w NES-ie jest sporo, aczkolwiek w późniejszych poziomach starsze ciosy są zastępowane innymi. Może być zatem tak, że pod koniec gry utracimy często wykorzystywany przez nas cios i zostanie zamieniony na mniej przydatny. Denerwujące w systemie awansowania jest także to, że gdy zapędzimy się z zbieraniem doświadczenia, w okolicach szóstego etapu nie będzie co robić, ponieważ wszystkie zdolności Thonolana będą już odblokowane, pomijając już pozostałe do zebrania przedmioty magiczne.

[Obrazek: gfs_45506_2_8_mid.jpg]

Stara zeschnięta, wciąż przynęta.


Pomimo upływu lat, system rozgrywki w Kick Master się nie zestarzał ani trochę. Każdy poziom zapewnia masę zabawy, a jest to możliwe dzięki świetnym projektom etapów, które stanowią naszą drogę do zamczyska Belzed. Z potworami będziemy walczyć w mrocznym lesie, jaskiniach, na okręcie pirackim czy też głęboko pod wodą. Zaletą późniejszych etapów jest to, że w trakcie ich przechodzenia można spotkać sub-bossów. Automatycznie jednak wadą staje się to, że pod końcówkę gry będą oni się powtarzać, posiadając czasami jakieś dodatkowe zdolności bądź większą ilość zdrowia. Sporym atutem pozycji jest to, że można w niej zapisać stan rozgrywki za pomocą objętych kultem już passwordów. W momencie gdy większość tytułów trzeba było kończyć za jednym podejściem, funkcjonalność ta dla wielu graczy była zbawienna. Jedną z niewielu wad Kick Master po tylu latach jest jego długość. Przy sprawnych palcach możemy z Belzed rozprawić się w trzy kwadranse. W zamian za to gra oferuje nam możliwość ponownego przejścia, z tym że na wyższym poziomie trudności. Nie mam pojęcia ile razy można zwiększyć stopień, aczkolwiek sam doszedłem kiedyś do piątego, po czym najzwyczajniej w świecie padłem z znudzenia, gdyż jedyne co się zmienia to odporność wrogów na obrażenia.

[Obrazek: gfs_45506_2_6_mid.jpg]

Z pikselami na pokładzie.


Mówiąc o grze pochodzącej z trzeciej generacji konsol, trzeba liczyć się z pewnymi kompromisami. Grafika jak na możliwości NES-a jest dobra. Lokacje zostały przez twórców bardzo dobrze przygotowane, a na ekranie często dzieje się wiele. Ruchy Thonolana potrafią zawstydzić nie jedną gwiazdę Nintendo. Animacje ciosów są wykonane świetnie, główny bohater w piękny sposób dwoi się i troi by dokopać podnóżkom Belzed. Trochę gorzej wypadają główni bossowie, którzy niekiedy z powodu swoich rozmiarów się nie poruszają, tylko zadają obrażenia z odległości, posiłkując się podwładnymi, bądź jak kreatura na wzór Krakena mackami. Same lokacje także są dobrze wykonane, a przeciwnicy często się nimi wspomagają. Wyłaniające się z przepaści sępy czy też pojawiający się wśród chmur druidzi, którzy tylko czekają, by puścić wiązkę energii przez środek przepaści. Sporą rolę w tworzeniu klimatu gry odgrywa muzyka. 8-bitowe tematy muzyczne idealnie wręcz komponują się z każdym poziomem i łatwo wpadają w ucho. Niejednokrotnie podczas przechodzenia odczujemy tajemniczość pewnych miejsc, podniosłość towarzyszącą wyprawie Thonolana, ale i też skoki adrenaliny przy starciach z bossami. Autorzy uczynili etapy jedynymi w swoim rodzaju, przez co do gry można wracać wielokrotnie w celu sprawdzenia się na wyższych poziomach trudności lub poprawienia czasu przejścia, który to już zmierzyć będziemy musieli sami.

[Obrazek: gfs_45506_2_32.jpg]

Kiedyś nad wozem, dzisiaj nad wozem.


Kick Master to niewątpliwie jedna z lepszych pozycji w bibliotece NES-a. Gra dzisiaj cierpi na typowy dla tytułów z tamtego okresu syndrom krótkości, aczkolwiek zapewnia niesamowitą przygodę w baśniowym klimacie. Czas trwania wynagradza ukrytymi smaczkami, a gdy tylko do gry dostaną się sprawne palce, grywalność zwiększa się podwójnie. Wydaje mi się też, że tytuł wyprzedza trochę swoje czasy, co widać przez pomysł zastąpienia pewnych ataków innymi czy też kompromisy zastosowane w walkach z bossami. Mimo wszystko fani action RPG powinni docenić Kick Mastera, gdyż cokolwiek by mu się nie wytknęło, gra się w niego po prostu świetnie.
[Obrazek: YU6rXCy.png]

Posiadane konsole

PlayStation One SCPH-102 z Modchipem
PlayStation SCPH-9002 z Modchipem
PlayStation 2 SCPH-75004 z ModBo Chip
PlayStation Portable E1000 (CFW 6.60 PRO C)
PlayStation 3 CECH-2003B (REBUG 4.81 CEX COBRA 7.5)

Aktualnie ogrywane:
God of War II HD
NBA 2K17

Odpowiedz
#2
Patrząc w przeszłość wydaje mi się, iż grałem w tą grę, gdy w domu posiadałem tzw. "grę telewizyjną". Niestety wszystko to zakłócone jest przez mgłę, bowiem było to baaardzo dawno temu, gdy jeszcze nie miałem PC. Ciężko jest mi zatem wypowiedzieć się na temat tej gry - tym bardziej, że mogłem ją pomylić z inną grą. W każdym razie bardzo dobrze, że podjąłeś się zrecenzowania tego tytułu, ponieważ dobrze jest powspominać stare czasy i odbyć swoistą podróż w czasie, która okraszona jest olbrzymią dawką sentymentu.

PS. Po raz kolejny spodobał mi się wstęp, w którym cofasz się do czasów, gdy zaczynałeś przygodę z grami. Bardzo fajnie się to czyta i od razu recenzja nabiera takiego retroklimatu.
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz
#3
Świetny tekst i w dodatku obszerny jak na grę, którą można skończyć w 45 minut ;) Choć pewnie większości się to nie udaje, bo gra zaliczana jest do jednych z trudniejszych na NESa. Oczywiście grałem, ale również ciężko mi coś więcej powiedzieć, bo ten tytuł jakoś nigdy dłużej u mnie nie zagościł. Pewnie właśnie zrażałem się poziomem trudności.
You wanna play games? Okay, I'll play with you. You wanna play rough? Okay! Say hello to my little friend!

[Obrazek: montana_pl89.png]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Recenzja No More Heroes Kratos 4 5766 18-11-2014, 16:57
Ostatni post: Kratos
  [recenzja] Donkey Kong Country [SNES] Kraszu 4 5274 03-11-2014, 14:55
Ostatni post: Vicious
  Retro Recenzja - Panic Restaurant - NES Yohokaru 3 4369 21-01-2014, 11:39
Ostatni post: Kraszu
  [NES][Recenzja] Goal 3 ashin 4 5458 06-01-2014, 19:51
Ostatni post: 1903
  [Neo Geo][Recenzja] Seria Metal Slug ashin 1 3869 22-08-2013, 08:00
Ostatni post: piotros
  [NES][Recenzja] Ice! Ice! Hockey Challenge ashin 0 3832 21-08-2013, 21:27
Ostatni post: ashin
  [recenzja]Tales of phantasia[SNES] ashin 0 3618 13-03-2012, 11:20
Ostatni post: ashin

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości