Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

Assassin's Creed: Brotherhood
#1
Wczoraj ukończyłem główny wątek "Assassin's Creed: Brotherhood". Jest to druga ukończona przeze mnie gra w tym roku i zarazem czwarta odsłona skrytobójczej serii spod znaku Ubisoftu w mojej dotychczasowej gamingowej przygodzie. Z tego też powodu chciałbym przedstawić Wam swoje odczucia i przemyślenia po kilku posiedzeniach z tym tytułem.


Zacznę standardowo, czyli od przybliżenia tła fabularnego. "Assassin's Creed: Brotherhood" stanowi bezpośrednią kontynuację historii Ezio Auditore da Firenze i rozpoczyna się w momencie, w którym kończy się główny wątek "Assassin's Creed II". Nasz protagonista powraca do Monteriggioni, które stanowiło bazę wypadową i siedzibę w poprzedniczce. Niestety nie dane mu było długo nacieszyć się triumfem oraz normalnym, spokojnym życiem. Bardzo szybko w brutalny sposób przypominają o sobie wrogowie, a więc rodzina Borgiów. Doszło do niespodziewanej napaści w wykonaniu wojsk, na których czele stał Cesare Borgia. Syn antagonisty z poprzedniej części gry niszczy doszczętnie kryjówkę naszego bohatera, a w całym zamieszaniu śmierć ponosi jego wuj i mentor. Ezio zmuszony jest do ucieczki, której dokonuje z rodziną i częścią popleczników, a za cel swojej ucieczki wybiera Rzym, gdzie zamierza odbudować od podstaw zakon asasynów i pokrzyżować plany rywalizującej familii. Naszym zadaniem będzie więc stworzenie lokalnego bractwa asasynów i w oparciu o ich siłę zniszczenie wpływów templariuszy poprzez wyzwolenie Rzymu spod kurateli Borgiów. Jeżeli chodzi o fabułę, to w początkowym okresie gry zapowiada się to wszystko zachęcająco i przez pewien czas rozgrywki wraz z kolejnymi ukończonymi misjami jest to wszystko naprawdę fajne. Jednakże w połowie historia zatraca swój początkowy impet i zaczyna być sztampowa, by wkrótce, pod koniec zabawy, stać się całkowicie bezsensownym stekiem niespójnych motywów zwieńczonych niesatysfakcjonującym zakończeniem. Muszę przyznać, że byłem rozczarowany widząc napisy końcowe po tak dziwnym i niemówiącym nic finale. Miałem wrażenie, iż twórcom zabrakło inwencji do zamknięcia tego wszystkiego w sposób wiarygodny dla całokształtu fabuły.

Największą zaletą gry jest bez wątpienia czas i miejsce akcji. Szesnastowieczny Rzym to materiał na niejedną ciekawą opowieść. Różnej maści rozgrywki polityczne, intrygi i spiski proszą się o ich wykorzystanie i stworzenie na ich kanwie ciekawych przygód. Na gruncie kultury mamy tutaj do czynienia z renesansem, który był okresem niezwykle obfitym i różnorodnym dla Italii. Na gruncie historii politycznej i geopolityki w tym czasie północne Włochy były areną, na której ścierały się interesy wielu ówczesnych mocarstw. Zmagania te przeszły do historii pod nazwą wojen włoskich, a w trakcie rozgrywki "Assassin's Creed: Brotherhood" natrafić można na wiele wzmianek odnoszących się do politycznych tarć z udziałem Francji, Hiszpanii czy Państwa Kościelnego. Szkoda tylko, że twórcy nie potrafili wykorzystać tych atutów w sposób w stu procentach udany. Ogólnie klimat w tej grze jest wartością dodaną. Sam Rzym i jego otoczka jest tutaj osobnym bohaterem, którego w trakcie kilkunastu godzin kampanii poznajemy z wykorzystaniem umiejętności akrobatycznych naszego protagonisty. Twórcy poczynili środki zmierzające do autentycznego ukazania miasta z wiernością faktom historycznym i dostępnej ikonografii. Natrafimy więc na swojej drodze prawdziwe budowle z okresu - obiekty sakralne, kamienice oraz zabytki antycznego Rzymu. Pieczołowitość i monumentalność Rzymu robią ogromne wrażenie. To miasto chce się podziwiać, to miasto chce się poznawać robiąc pożytek z parkourowych umiejętności naszego asasyna. Trzeba również dodać, że nie tylko projekt lokacji przybliża nam klimat ówczesnego Rzymu. Atmosfera jest budowana przez muzykę, odgłosy otoczenia i poruszające się po ulicach postacie kontrolowane przez sztuczną inteligencję. Postacie NPC poruszają się po ulicach rzymskich sprawiając wrażenie osób faktycznie tam mieszkających, mających rutynowe aktywności do wykonania. Za to wszystko należą się twórcom słowa pochwały.

Jeżeli chodzi o mechanikę i koncepcję rozgrywki to "Assassin's Creed: Brotherhood" rozwija model gry zapoczątkowany w poprzedniczkach. Mamy zatem styczność z grą TPP wykorzystującą otwarty świat jako plac zabaw (oraz arenę wspinaczkową). Jest to plac zabaw, na którym bawimy się ze znacznikami poprzez usuwanie ich z mapy. Mam tutaj oczywiście na myśli wykonywanie różnorodnych aktywności - misji pobocznych i zbieractwa wszelkiej maści. Muszę przyznać, że jest tego dość dużo i każdy znajdzie coś dla siebie. Rozgrywka w tej części została wzbogacona mechaniką tytułowego bractwa asasynów, które możemy rozwijać i wykorzystywać do pomocy podczas realizacji zadań fabularnych lub pobocznych. Nowych rekrutów pozyskujemy podczas swobodnej eksploracji Rzymu. Tu i ówdzie oznaczone są na mapie miejsca buntowniczych obywateli, którzy walczą ze strażnikami, a którym możemy przyjść z pomocą i wyeliminować niepokojących ich oponentów. W zamian za ten czyn deklarują nam wierność i wstępują w szeregi bractwa. Zwiększająca się ilość rekrutów umożliwia nam skuteczniejsze ich wykorzystanie w czasie naszych zmagań. Na każdych dwóch rekrutów przypada jeden pasek widoczny pod PŻ naszego bohatera. Po wciśnięciu przycisku L2 dwójka asasynów przychodzi nam z pomocą i eliminuje naszych wrogów. Pasków jest maksymalnie trzy i jeżeli chcemy możemy wcisnąć L2 trzykrotnie wzywając sześciu asasynów do pomocy albo przytrzymać ten przycisk dłużej, co spowoduje grad strzał wystrzelonych z łuków, który powali na glebę całe pobliskie towarzystwo. Przyznam, że ta mechanika jest bardzo fajna i chętnie korzystałem z usług asasynów. Było to pomocne, gdy wrogi strażnik lub grupa strażników stała mi na  przeszkodzie, a mi nie chciało się z nimi walczyć. Również podczas zabójstw można w sposób owocny używać tej mechaniki. Ta mechanika bardzo ułatwia i tak relatywnie łatwą grę, gdyż względem poprzednich dwóch części nie usprawniono AI przeciwników, którzy są lekko nierozgarnięci. Bardzo łatwo im uciec, a w czasie walki stoją wokół nas i atakują po kolei. Walka stała się jeszcze łatwiejsza, bowiem "Brotherhood" umożliwiło likwidowanie przeciwników z wykorzystaniem serii kolejnych zabójstw. Po zabiciu jednego wystarczy szybko namierzyć kolejnego przeciwnika, a Ezio w sposób iście taneczny rozprawia się z nim i jeszcze później z kolejnym i kolejnym.

Naszym głównym zadaniem jest wyzwolenie Rzymu spod wpływów rodziny Borgiów. Osiągnięcie tego celu, oprócz ukończenia głównego wątku fabularnego, jest możliwe poprzez wykonanie szeregu różnych aktywności. Podstawą jest tutaj niszczenie wież Borgiów rozsianych po okolicy, a które są symbolem władzy tego rodu w każdym zakamarku miasta. Żeby zniszczyć taką więżę musimy w pierwszej kolejności zabicia kapitana stojącego na czele wartowników. Sprawę utrudnia fakt, że niektórzy z nich uciekają, gdy nas zobaczą, ale dogonienie ich nie stanowi problemu. Dobrze zaplanowany atak albo posłużenie się asasynami załatwia całą sprawę. Po zabiciu takiego gagatka musimy wspiąć się na szczyt takiej wieży - zupełnie jak na punkty widokowe w każdej części skrytobójczego cyklu. Wówczas Ezio dokonuje podpalenia takiej wieży, a cała impreza kończy się skokiem wiary, jak to w tym cyklu bywa. Po zniszczeniu wieży wpływów Borgiów zostają pomniejszone, a w obszarze niegdysiejszego symbolu ich władzy możemy dokonać zakupu różnych budynków, które będą naszymi interesami służącymi do zarabiania pieniędzy na zakup sprzętu i dokonywania kolejnych inwestycji.

Chcąc przejść do podsumowania chciałbym podkreślić, że "Assassin's Creed: Brotherhood" nie jest grą słabą lub rozczarowującą. To udany kawałek kodu, który sprawia przyjemność z rozgrywki, ale nie jest to coś niesamowicie wyjątkowego i powodującego opad szczęki. Tytuł ten charakteryzuje się nierównym poziomem na polu klimatu i fabuły, gdzie ciekawe i udane motywy mieszają się z pomysłami niemrawymi i absurdalnymi. Nierówność znajdziemy też w wymiarze mechaniki, co z jednej strony widzimy w ciekawych i dobrze zaprojektowanych mechanikach, a z drugiej w różnych głupotkach, błędach i niezrozumiałych pomysłach. Wspomnieć można o słabym AI przeciwników, pojedynczych bugach czy też ogólnej prostocie gry.
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz
#2
Bardzo udany powrót do pisania, Paul!

Co do samej gry, czy też serii Assassin's Creed - zupełnie nie przypadła mi do gustu ta seria. Wielokrotnie już było mi dane wspomnieć, dlaczego - zwyczajnie nie rozumiałem, dlaczego kapitalny koncept zniszczono poprzez wplecenie w niego motywu DNA, wspomnień i teraźniejszości? Gdyby gra w stu procentach była skupiona na historii z epoki, wydaje mi się, że wyszłoby to zdecydowanie lepiej.

W Assassin's Creed: Brotherhood grałem niespełna kilka kwadransów. W moim przypadku niestety grywalność tych produkcji zanika w momencie, gdy nudzi mi się, skądinąd całkiem udana, eksploracja terenów oddanych graczowi do dyspozycji. Co do elementu fabularnego się nie wypowiem, ponieważ nigdy nie zagrzałem miejsca przy którejkolwiek z części serii na tyle długo, by go lepiej poznać.
[Obrazek: senna1.png] [Obrazek: Makaveli0160.png] [Obrazek: senna%202.png]
Odpowiedz
#3
Zgodzę się Mak co do zarzutów do wątku teraźniejszego - sam obecnie ogrywam kolejną część Assassyna (Unity ---> Black Flag ---> Liberation na Vite ---> i teraz Syndicate) i przyznaję, że wątki teraźniejsze są po prostu wręcz bezsensowne i jak na moje oko całkowicie zbędne. Tak na dobrą sprawę nawet nie chce mi się zagłębiać w ten temat i próbować zrozumieć o co w tym chodzi. Dla mnie liczy się tylko i wyłącznie główny świat przedstawiony z głównymi bohaterami na czele. W to staram się wczuć i w to staram się zagłębiać. Nie mam natomiast zarzutów co do głównych antagonistów. Elitarny, dobry wróg to podstawa. Templariusze są źli i basta. I trzeba ich tępić tak jak przez lata tępimy z niebywałą satysfakcją hitlerowców/nazistów.  

Generalnie seria dosyć zgrabnie przemyca historię do naszej branży i dla mnie jest to zajebiście ciekawe. W przypadku Black Flag tego nie odczuwałem, ponieważ wiadomym jest, że to "piracki" Assassyn, natomiast w Unity i Syndicate po prostu lubię i staram się regularnie czytać wpisy w encyklopedii o budynkach, postaciach, wydarzeniach. Podejrzewam, że najnowsze odsłony w klimatach starożytnej Grecji, tudzież Egiptu również na tym polu nie zawodzą. Co ciekawe pod tym kątem zaplusował mi także wyklęty przez wielu graczy WATCH_DOGS, który również ma zaimplementowaną historię (miasta Chicago).    

Nie znam się za bardzo na wcześniejszych odsłonach, ale intuicyjnie czuję, że postać Ezio Auditore da Firenze jest szczytowym osiągnięciem marki pod kątem fabularnym - i z tego względu mam oczywiście w planach ogranie trylogii Ezio. Najbardziej kultowego Assassyna trzeba po prostu poznać.

Faktem jest, że Assassin's Creed jest marką po części zajechaną, odtwórczą i od lat jadącą na pewnych schematach. Jeżeli jednak z głową się podchodzi do tej marki (mam tu na myśli odpowiednie przerwy) to odwdzięcza się ona fenomenalną kreacją świata, smaczkami historycznymi i naprawdę solidnym gameplayem. Trzeba się jednak przyłożyć i przynajmniej starać się grać w stylu ninja. Każdy Assassyn poważnie traci jeżeli zaczynamy grać na Rambo, bo walka jest po prostu słaba. Styl skradankowy wyciska naprawdę sporo miodu z misji.

Fajno, że Odyssey i Origins są powiewem świeżości i że marka nadal się rozwija. Fajno, że czeka na mnie trylogia legendarnego już Ezio. Markę naprawdę lubię i jeszcze mnie nie znudziła.

A co do wątku z Shouta odnośnie mojej niechęci do gier Rockstara. To była delikatna prowokacja z mojej strony, bo ja po prostu gier Rockstara nie znam. Uważam się za gracza od lat wkręconego w branżę i ewenementem wręcz jest fakt, że do tej pory nawet nie spróbowałem pograć w chociażby jeden tytuł z tej stajni. No po prostu nie pociąga mnie tematyka i światy kreowane przez Gwiazdę Rocka. Bo te światy są "normalne" - czyli takie jakie widzę za oknem, albo w dowolnym niskobudżetowym serialu. Mnie kręci fantasy, animacja, scenografia, nuta tajemniczości, grozy, odjechane postaci itd... Rockstar się napracuje po to, żeby ktoś później zachwycał się w recenzji nad tym, że postać rzuca odbicie patrząc na witrynę sklepu... Jakie to ma znaczenie? To nie ma żadnego znaczenia. Podobno w Watch_Dogs jest skopana fizyka jazdy autem, a w GTA5 jest zajebista. Jakie to ma jednak znaczenie? Dobrze mi się jeździło autami w W_D, a ten element nie jest aż tak istotny w grze tego typu. Fajnie, że w GTA jest jeszcze lepiej ale to tylko jazda samochodem, która specjalnie mnie nie kręci.

Możliwe, że się mylę. Możliwe, że wszystko to kiedyś odszczekam jak zacznę nadrabiać te karygodne wręcz zaległości. Wiem jednak, że intuicja naprawdę rzadko mnie zawodzi bo indywidualne preferencje to ogromna siła w gamingu. Mesjasz gier jakim do tej pory w branży jest Wiedźmin 3, pomimo niewątpliwych zalet, jest dla mnie największym zawodem tej generacji. Uległem hejpowi, kupiłem nawet nową kopię z patriotycznego obowiązku pomimo tego, że od premiery ta gra nie robiła na mnie żadnego wrażenia. A jak włączałem sobie skrawki gameplayu to w ogóle czar pryskał... Z tego właśnie względu po prostu ufam swojej intuicji. Chcę zagrać w KNACK 2 i jestem przekonany, że to będzie pozytywne doświadczenie. A dla wielu "poważniejszych" graczy ten tytuł to zwykły śmieć. I tak to już z tym krnąbrnym Kraszem jest... Smile
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz
#4
Intuicja gamingowa to nieoceniony doradca w doborze kolejnych gier wideo. Jest to chyba oczywiste, ale dla zachowaniu odpowiedniego porządku, podzielę się swoim spostrzeżeniem na ten temat. W moim odczuciu growa intuicja uruchamia się w momencie pierwszego kontaktu z grą tzn. wszelkiej maści recenzje, newsy, zapowiedzi, teasery czy chociażby opinie znajomych lub posty zacnych użytkowników na ulubionych forach - to ostatnie w szczególności potrafi w wytworzeniu odpowiedniego wyobrażenia na temat danej gry. Nieocenione w tym wypadku jest także doświadczenie, które rośnie u każdego gracza razem z ilością odhaczonych pozycji w growym kajeciku. Na ogół growa intuicja podpowiada nam, czy dany tytuł może nam przypaść do gustu, czy też srogo rozczarujemy się nim. Oczywiście bywają wyjątki, gdy podczas obcowania z grą wszelkie nasze pozytywne wyobrażenia różnią się i czujemy zawód albo odwrotnie - gra, którą kupiliśmy ze względu na uznaną markę, ale nie byliśmy pewni tego, czy nam się spodoba, a w praktyce okazała się być strzałem w dziesiątkę. Tego typu sytuacje wynikają najczęściej z nadmiernego hype'u lub nieusprawiedliwionego uprzedzenia. A skąd się biorą tego typu odczucia? To już indywidualna sprawa każdego gracza zależna od specyfiki omawianego tytułu. Oczywiście bywają też gry, które jest nam ciężko określić we własnych wyobrażeniach i wówczas intuicja w ogóle nie sprawdza się, bo ilekroć poznamy nowe informacje na jej temat to nasz obraz zmienia się. Ja miałem tak z grą "Gun", po której nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, bo za każdym razem trafiałem na skrajne opinie - od pochwał sugerujących tytuł wybitny, po gorzkie słowa sugerujące crapa. W tej sytuacji zaryzykowałem i szczęśliwie tytuł spodobał mi się.

Wracając jednak do "Assassin's Creed: Brotherhood", bo tego zagadnienia tyczy się ten wątek, to w moim odczuciu motywy fabularne wiążące się ze współczesnością, a ściślej z postacią Desmonda są rozczarowujące. Nie powodują one, że gracz chce się nimi zainteresować. Z kolei fabuła rozgrywająca się w czasach Ezio Auditore da Firenze jest ciekawa, ale traci ona swój początkowy impet i można odnieść wrażenie, że twórcom zabrakło weny.
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Assassin's Creed Kratos 25 6882 03-11-2015, 15:16
Ostatni post: MrWahacz
  Assassin's Creed III - Opinie Mr.Q 1 1560 30-06-2013, 13:20
Ostatni post: BerserkerDevil
  Assassin's Creed II Kratos 2 1245 08-08-2012, 16:06
Ostatni post: mrsony

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości