Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

[Recenzja] Silent Hill: Shattered Memories
#1
Kiedy w 1999 roku po raz pierwszy zawyły syreny w pewnym złowieszczym miasteczku, mało kto spodziewał się, iż Silent Hill wytyczy nowe standardy w kwestii wirtualnego straszenia. To właśnie przy pomocy niepewności, bardziej subtelnych, ale zarazem obarczonych pewnym ciężarem zabiegów, jakichś niedopowiedzeń marka ta pchnęła pewien powiew świeżości do gatunku horrorów. Niewielu również przypuszczało, iż seria ta doczeka się kilku odsłon, jednych mniej, drugich bardziej udanych, ale także tego, że jej macki sięgną nieco dalej i Ciche Wzgórze rozrośnie się na tyle, by zaliczyć swój występ choćby na srebrnym ekranie czy w formie kilku serii komiksów. Blisko dziesięć lat po tym znamiennym wydarzeniu, światło dzienne ujrzała kolejna odsłona Silent Hill, za podwaliny której posłużyły pamiętne perypetie Harry’ego Masona i jego desperackie poszukiwania ukochanej córki Cheryl. Nie mamy tutaj jednak do czynienia z żadnym remake’em, gdyż omawiane Shattered Memories, za które odpowiedzialna jest ponownie ekipa z Climax, stanowi zupełnie inną wersję wydarzeń znanych z części pierwszej. Co więcej, kolejne ogniwo sagi kompletnie zrywa z wykreowanym przez te wszystkie lata wizerunkiem serii. Czy wobec tego „Rozbite Wspominki” są czymś na miarę pierwowzoru? Przekonaj się sam, brnąc dalej przez kolejne akapity niniejszej recenzji. Tylko ubierz się ciepło.

[Obrazek: logo_zps4e14cb08.jpg]

Punktem wyjściowym do przedstawionej tu historii ponownie jest tragedia jaka spotkała Harry’ego Masona - nieszczęśliwy wypadek samochodowy, któremu ulega, sprawia, że bohater na pewną chwilę traci przytomność, zaś gdy ją odzyskuje uświadamia sobie, iż nigdzie wokoło nie ma jego córki, która wraz z nim podróżowała. Po wygramoleniu się ze swojego roztrzaskanego wozu, protagonista uzbrojony jedynie w latarkę oraz telefon komórkowy, wyrusza w niezbadane odmęty opustoszałego miasteczka, aby odnaleźć swoją zaginioną latorośl. I na tym, oprócz całej plejady postaci z pierwszej odsłony, które na dobrą sprawę łączą jedynie imiona i fach, wszelkie podobieństwa między obiema grami kończą się. Już samo miasteczko stanowi całkowicie inne wyobrażenie tego, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni. Wszelkie placówki jakie napotkasz na swej drodze zostały przemodelowane i choć nieraz natrafisz na znane Ci już miejscówki z części pierwszej (szpital, wesołe miasteczko czy latarnia morska), to te w znacznej mierze różnią się od siebie i nawiązują do pierwowzoru jedynie z nazwy. Wszędobylska, gęsta mgła, którą można było kroić nożem została zastąpiona mroźną scenerią i nieustannie padającym z nieba śniegiem. Dość rozległe miasto z bujną siatką uliczek nierzadko zakończonych głębokimi wyrwami, które można było swobodnie zwiedzić, zostało w pewnym stopniu skurczone i ograniczone, właśnie przez wspomnianą śnieżycę, gdyż jak się okazuje załamanie pogody w Silent Hill sparaliżowało mieścinę i niemal wszystkie drogi zostały zablokowane przez wszelkie zaspy i ogromne połacie białego puchu.

[Obrazek: silent_hill_shattered_memories2_zpsb2b8f1e1.jpg]

Co to oznacza dla Ciebie graczu? Ni mniej, ni więcej jak tylko to, iż od samego początku gra prowadzi Cię za rączkę jak po sznurku, z góry ustaloną ścieżką, bez możliwości zboczenia z trasy, jeśli nie uwzględniając kilku marnych wyjątków, które policzyć można na palcach jednej ręki. Te niestety dają mocno iluzoryczne poczucie nieliniowości i sprowadzają się do wyboru jednego z dwóch niewielkich pomieszczeń bądź budynków, do których możesz wejść, a które i tak sprowadzają Cię w końcu na główny tor. Eksploracja została tutaj więc mocno uszczuplona, zaś główna oś zabawy w przeważającej mierze opiera się na ciągłym parciu na przód, wciąż przed siebie z jednego punktu do drugiego i radzeniu sobie po drodze z mniejszymi bądź większymi przeszkodami.

[Obrazek: door_zpsc4b0a306.jpg]

Trzeba jednak nadmienić, iż niezbyt wygórowanymi, gdyż wszelkie zagwozdki jakie postawili przed Tobą twórcy nie umywają się do poziomu zagadek z wcześniejszych odsłon. Są proste i skonstruowane niczym budowa cepa, aczkolwiek muszę przyznać, iż parę z nich było nawet pomysłowych i ciekawych. Ot, jak choćby próba złamania hasła do komputera dyrektora szkoły, gdzie należało odpowiedzieć na serię pytań pomocniczych w celu zresetowania kodu dostępu. Problem jednak w tym, iż odpowiedzi te rozmieszczone są po całym gabinecie, więc siłą rzeczy Twoje zadanie sprowadza się jedynie do dokładnego przeszukania pomieszczenia i znalezienia adekwatnych haseł czy wskazówek. I w ten oto schemat można wpisać pozostałe łamigłówki, które niestety nie porażają ilością. Rozwiązanie jest tuż pod nosem, podane jak na dłoni i praktycznie nie wymaga własnej inwencji! Chyba, że takim nazwiesz wykręcenie numeru telefonu widniejącego na jakiejś ulotce, po którym otrzymasz instrukcję jak sobie poradzić z danym problemem. Co więcej, nawet sforsowanie zamkniętych drzwi nie jest przesadnie trudne, a to dlatego, iż zawsze klucz, gdy takowy jest wymagany, ukryto w ich pobliżu, zaś niektóre przejścia odblokujesz wykonując tak banalną czynność jak choćby ściągnięcie zawleczki z wrót. Co ciekawe, wszelkie tego typu działania zazwyczaj wykonujesz manualnie - przykładowo, aby otworzyć szafkę, musisz wpierw chwycić za jej klamkę, a następnie pociągnąć drzwi w odpowiednim kierunku. I choć taka rozszerzona interakcja z otoczeniem może się z początku podobać, to jednak na dłuższą metę wydaje się być mocno wymuszona, tym bardziej, gdy ta wymaga wykonania pojedynczego ruchu. Poza tym, nie obyło się tutaj także bez kompromisów w kwestii sterowania względem platformy domyślnej – machanie Nunchakiem jest pewnie zdecydowanie przyjemniejsze, niźli mozolne wykonywanie konkretnych pociągnięć gałką kieszonsolki.

[Obrazek: test_zpscd468de8.jpg]

Shattered Memories jak już sam podtytuł sugeruje, stanowi zlepek powiązanych ze sobą retrospekcji kręcących się wokół tułaczki naszego bohatera. Nie wspomniałem jednak o tym, iż każdorazowy wypad do miasteczka poprzedzony jest istotną dla ogólnego odbioru gry epizodyczną wizytą w gabinecie niejakiego doktora Kauffmana, gdzie otrzymujesz do rozwiązania test psychologiczny. Ich ilość nie jest może ogromna, ale za to zróżnicowana, toteż nie sprowadzają się one całe szczęście tylko i wyłącznie do wypełniania suchych ankiet, która notabene znalazła się tylko jedna. Charyzmatyczny psychoterapeuta, aczkolwiek ironiczny i lubiący nieraz z Ciebie zadrwić podsunie Ci zatem pod nos m.in. test Rorschacha, jakieś układanki czy nawet swoistą kolorowankę, które dotyczyć będą różnych sfer Twego życia jak seksualność, stosunek do rodziny i przyjaciół, małżeństwa czy tak błahych jak pociąg do używek. A wszystko po to, by nakreślić Twój własny profil psychologiczny i dostosować do niego wygląd miasteczka, wszelkich postaci i ich zachowań, ale także delikatnie linii fabularnej, i w końcu zwieńczenia samej historii. To od Ciebie zależeć będzie czy spotkasz na swej drodze seksowną policjantkę z wyraźnym i ponętnym dekoltem czy raczej jej bardziej stonowaną wersję, peryferyjnej funkcjonariuszki. Czy główny bohater popylać będzie w bejsbolówce niczym rozrywkowy, amerykański licealista z przekrwionymi od przepicia ślepiami czy może w skórze i koszuli jak rasowy dżolero, co to wyrywa panienki jednym pstryknięciem palcami.

[Obrazek: cybil_zpse09c80bc.jpg]

Ilość szczegółów, które się zmieniają jest spora począwszy od jakichś zwykłych przedmiotów (puszki, reklamy), graffiti, obrazków na murach, przez całe wystroje niektórych wnętrz, aż po kwestie dialogowe między postaciami, treść wiadomości głosowych czy zwykłych, tekstowych wraz ze zdjęciami. Słodko. Zastosowane rozwiązanie samo w sobie jest naprawdę świetnie zrealizowane, zaś wszelkie smaczki dostrzec można dopiero podczas kolejnych podejść i nieraz zapytasz się w duchu czy, aby poprzednio dana sekwencja nie wyglądała inaczej? Niestety obnaża to także sporą wadę, gdyż w trakcie kolejnego obcowania z grą zdajesz sobie sprawę, iż ilość alternatyw jakie przygotowali dla Ciebie twórcy w tej materii nie jest już tak duża i zamyka się maksymalnie w liczbie czterech dla danego elementu. Tworzenie profilu psychologicznego nie jest więc zbytnio rozbudowane, lecz mimo to, muszę przyznać, iż ta część składowa gry jest jednym z atutów produkcji Climax.

[Obrazek: silent-hill-shattered-memories-psp-scree...d54f09.jpg]

Inne realia miasteczka niosą za sobą także inne wyobrażenie na temat tego drugiego świata, którego w Silent Hill po prostu nie mogło zabraknąć. I tutaj spore zaskoczenie, gdyż nie masz do czynienia z brudnym i syfiastym „Otherworldem” jak dotychczas. Zmiana wymiaru sprawia, że rzeczywistość powoli posępnieje, zaczyna marznąć, pod wpływem niskiej temperatury elementy otoczenia odkształcają się, by w końcu skuć je do cna surowym lodem. Na wierzch wychodzą wówczas wszelkie koszmary pod postacią potworów, których wygląd zależny jest od dopasowanego dotychczas profilu i w tym momencie rozpoczyna się...ucieczka. Twórcy zrezygnowali całkowicie z walki, przeciwników nie da się w żaden sposób zabić, więc pozostaje Ci jedynie brać nogi za pas. Jak to sprawdziło się w praniu? Nie powiem, ten element gameplayu potrafi napiąć poślady, szczególnie gdy biegniesz z odwróconą za siebie głową i widzisz jak patałachy coraz szybciej zmniejszają dystans do Ciebie, wydając przy tym przeraźliwe wrzaski i piski, jednak uczucie to towarzyszy Ci tylko z początku. Mimo, że musisz przebyć drogę z punktu A do B, by świat wrócił do normalności, to cała trasa jest zawiła, ze sporą ilością drzwi, ścieżek, więc nie trudno tutaj o kręcenie się w kółko, co potrafi bardzo poirytować oraz zmęczyć. Tym bardziej, iż adwersarzy nieraz bywa sporo i często lubią wpadać na Ciebie w trakcie otwierania wrót. I chociaż komórka daje możliwość podejrzenia mapy wraz z zaznaczoną przebytą ścieżką, to jednak korzystanie z niej jest delikatne mówiąc mozolne. Harry nie jest do końca ofermą i może na pewien czas skutecznie spowolnić oponentów czy to przewracając po drodze jakąś szafkę czy odpalając pozostawione gdzieniegdzie race, ale także skryć się w jakichś zakamarkach. I o ile te pierwsze udogodnienia są jak najbardziej przydatne, tak zabawa w chowanego już nie bardzo, zaś zbyt długie pozostawanie w ukryciu skończy się w końcu wytarmoszeniem przez kreaturki. Te wówczas, podobnie gdy dogonią podopiecznego, uczepią się postaci, i jeśli na czas ich nie zrzucisz, Harry zasłabnie, a cała zabawa rozpocznie się od początku, choćbyś był nawet u kresu podróży.

[Obrazek: Flare_zpsc9d0af79.jpg]

Ogólnie rzecz biorąc Shattered Memories jest produkcją pretendującą do czegoś na wzór, formę interaktywnego filmu. Ukazana akcja dawkowana jest bardzo zręcznie i nawet pomimo wyraźnego podziału na opisane wyżej różniące się segmenty zabawy, poszczególne składowe zgrabnie się ze sobą łączą. Scenki przerywnikowe wykonane są w przeważającej mierze na silniku gry, dzięki czemu zachowany ciąg wydarzeń nie razi nadmierną sztucznością. W trakcie niektórych z nich będziesz mógł rozglądać się wokół otoczenia (widok z oczu), wykonywać jakieś proste czynności, zaś wątek w tle będzie dalej się rozwijać, aż do całkowitego przejęcia kontroli nad bohaterem. Podobnie rzecz ma się w trakcie gry właściwej – podopieczny płynnie przechodzi pomiędzy kolejnymi lokacjami, szczególnie widoczne jest to podczas sprintu, gdzie automatycznie przeskakuje przez ogrodzenia, wdrapuje na murki czy przechodzi przez drzwi. A wszystko to, pomijając kilkusekundowe wyjątki nie rzucające się mocno w oczy, praktycznie bez żadnych loadingów, aczkolwiek obarczone zostało to chwilami delikatnymi spadkami animacji.

[Obrazek: monsters2_zps31751a24.jpg]

I tutaj upatrywałbym się także źródła ciut spłyconych zagadek czy uproszczonego gameplayu, po to by bardziej uwydatnić aspekt fabularny. Snująca się historia jest jedną z lepszych jakie dane było mi śledzić w serii i nie będę chyba głosić herezji jeśli stwierdzę, iż poziomem zbliżona jest do kapitalnego scenariusza znanego z części drugiej. Pod płaszczykiem zwykłych poszukiwań córki otrzymujemy zachowaną w psychologicznym, smutnym tonie poruszającą opowieść o z pozoru szczęśliwej rodzinie. Z każdym kolejnym krokiem stawianym w odświeżonej wersji Silent Hill otrzymujesz skrawki fabuły, jakieś flashbacki na pierwszy rzut oka nie mające nic wspólnego z głównym wątkiem, jednak im bardziej zagłębiasz się w tytuł, tym wszystko powoli zaczyna się klarować, by w finale zafundować Ci przysłowiowy opad szczęki! Brawo. Twórcy odeszli od wałkowanej tematyki kultu i dobrze, gdyż taki obrót spraw nadał fabule jeszcze większej głębi, zaś samym postaciom biorącym udział w tym dramacie wyrazistości. To zupełnie inne persony, pozbawione charakterystycznej enigmatyczności, są bardziej naturalne i gdzieś tam borykają się z własnymi problemami.

Graficznie tytuł prezentuje się nad wyraz dobrze. Na uwagę zasługuje naturalna animacja postaci oraz odwzorowanie twarzy, z których bez problemu wyczytać można wszelkie emocje. Samo miasteczko bogate jest w różnego rodzaju szczegóły i detale jak choćby mnóstwo porozlepianych tu i ówdzie plakatów, ulotek, które bez przeszkód możesz odczytać bezpośrednio zerkając na nie! Oczywiście znalazło się parę uproszczeń, modele niektórych elementów otoczenia biją po oczach niską jakością (samochody), odbicie w lustrach jest rozmazane, zaś cienie postaci rzucane przez snop latarki momentami wydają się być nienaturalnie ogromne. Za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny jest ponownie Akira Yamaoka i choć muzyka dobrze jest dopasowana do nowego otoczenia – jakieś melancholijne, zimne pogrywanie na pianinie; żwawe, dynamiczne podrygi mające zestresować w trakcie ucieczki, to dopiero pod koniec gry jej obecność bardziej do mnie dotarła. Pewnie ze względu na wtrącone utwory w wykonaniu znanej ze wcześniejszych odsłon Pani McGlynn.

[Obrazek: cellphone_zpseb15e903.png]

Silent Hill: Shattered Memories to niewątpliwie inna konfrontacja z miasteczkiem, dlatego zanim na dobre weźmiesz się za grę, wpierw weź flamaster i grubą kreską oddziel wszystko to, co dotychczas widziałeś i poznałeś w tym nawiedzonym miejscu. Odtwórczość nie oszczędziła serii więc i ta zaczęła powoli kostnieć oraz zjadać własny ogon. Kolejne dzieło studia Climax spod szyldu Cichego Wzgórza tchnęło zatem sporo świeżości, z tym że nie do gatunku, ale jedynie do samej serii, co poniekąd w pewnym stopniu odbiło się na finalnym produkcie. Jak najbardziej lifting można zaliczyć na plus, gdyż dostarcza nowych wrażeń, jednak świeże pomysły nie do końca wypaliły. Całkowicie uleciało uczucie strachu, niepewności, pomimo nawet napotykanych w trakcie wędrówki kilkukrotnie cienistych duchów przeszłości. Za taki stan rzeczy głównie obarczyć należy rozdzielenie zabawy na bezpieczną „pseudoeksplorację” i ucieczkę, która tutaj wpasowuje się bardziej w survival. Oczywiście tożsamość sagi została także zachowana, więc kluczenie z latarką i wielofunkcyjną komórką pełniącą rolę trzeszczącego radia, gdzieś tam przypomina o korzeniach. I choć z czasem wkrada się lekka monotonia, zaś gameplay staje się delikatnie bezpłciowy, to jednak jak najbardziej warto zabrać się za tę odsłonę. Choćby dla kapitalnie poprowadzonej fabuły.



8/10
[Obrazek: Mlyneq.png]

[Obrazek: retronagazieuserbar.jpg]
Odpowiedz
#2
Bardzo dobrze się czytało lubię taką formę recenzji wypunktowane wszystko , zwięźle i na temat.
Dobre podejście do tematu a nie płacz jakie to wsześniejsze seriie były te naj .
Odpowiedz
#3
Dałbym sobie rękę uciąć, że już recenzowałeś tę grę. Pokopałem trochę i wyszło na to, że wcześnie "tylko" wspominałeś o tym tytule w ogólnych wątkach.
Ostatnio robiłem trochę świątecznych porządków i podczas przeglądania płyt okazało się, że posiadam Shattered Memories w wersji na PS2. To chyba znak. Dawno mnie w miasteczku nie było.
A recenzja? Smaczna.

Temat o wersji na PS2 ---> KLIK

Temat ogólny z działu PSP ---> KLIK
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz
#4
Trochę w nią grałem na psp. Podoba mi się fakt, że została odświeżona (jak zostało napisane w recce: pretenduje do interaktywnej formy na kształt filmu). Big Grin
Odpowiedz
#5
Też w sumie myślałem, że już ten tytuł recenzowałeś, pogubiłem się w tych twoich Silentach hehe. A co o samym tekście? Cóż, to prawdziwy moloch, ale zupełnie tego nie czuć. Masz niezwykłą zdolność do formułowania rozbudowanych zdań, ale które czyta się przy tym bardzo lekko. Nie pominąłeś żadnego aspektu gry, a do tego jako doświadczony fan serii miałeś odniesienie do poprzednich części, co zawsze traktuje się in plus. Na osobną uwagę zasługuje oczywiście bogaty wachlarz słów, którymi się posługujesz.
You wanna play games? Okay, I'll play with you. You wanna play rough? Okay! Say hello to my little friend!

[Obrazek: montana_pl89.png]
Odpowiedz
#6
Q napisał bodaj kilka recenzji z tej serii (do dwójki dwa razy jak mnie pamięć nie myli), więc jakoś tam uzupełniamy lukę. Także nie planuję nic w tym temacie, tak myślę. A może Ty Q coś napiszesz? Zachęciłbyś mnie do czwórki :) A Ty Krata może byś spróbował sam swoich sił w Cichym Wzgórzu :) Dasz radę.

Kratos napisał(a):Masz niezwykłą zdolność do formułowania rozbudowanych zdań, ale które czyta się przy tym bardzo lekko

Już mi kiedyś Paul coś podobnego pisał. Dzięki. Może powinienem dawać korepetycje? Licealistki - przybywam :D
[Obrazek: Mlyneq.png]

[Obrazek: retronagazieuserbar.jpg]
Odpowiedz
#7
Ja napisałem reckę jedynki i dwie dwójki ;P Coś i bym może wysmarował, ale po pierwsze - jestem cienki Bolek i moje recki nie startują do waszych, poziom na forum bardzo się podniósł. Po drugie tyram dzień w dzień po 9-11 godzin, a resztę czasu poświęcam mojej ukochanej. Na granie nie ma już tyle czasu co kiedyś, ale to odczuł chyba każdy z nas po ukończeniu szkoły. No i studia bym jeszcze chciał zrobić, ale na razie kiepsko to widzę...
Odpowiedz
#8
Jak to możliwe że masz taką samą recenzje jak ta: http://www.ppe.pl/recenzje-1389-recenzja...ories.html
Odpowiedz
#9
Bo to jego profil.
Odpowiedz
#10
No, dokładnie jak Q pisze. Swoją drogą jebitna ta sygna, ale po cichu Ci powiem, że też głosuję Smile
[Obrazek: Mlyneq.png]

[Obrazek: retronagazieuserbar.jpg]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Neef for Speed PRO STREET - Recenzja PSP RodnerGames 2 2913 02-06-2016, 21:35
Ostatni post: Makaveli
  [Recenzja] Silent Hill Origins Sandinista 4 4369 24-11-2014, 18:14
Ostatni post: Petralka
  [recenzja]Final Fantasy III(PSP) ashin 1 4974 24-03-2013, 16:41
Ostatni post: tomx1989
  [recenzja] Namco Museum Battle ashin 0 3577 06-02-2013, 08:50
Ostatni post: ashin
  [recenzja]Final Fantasy 20th Anniversary Edition ashin 0 3938 04-02-2013, 15:38
Ostatni post: ashin
  [Recenzja]Dissidia Final Fantasy ashin 0 4157 20-12-2012, 15:10
Ostatni post: ashin
  [Recenzja] Katekyoo Hitman Reborn! Kizuna no Tag Battle ashin 0 3798 14-12-2012, 18:08
Ostatni post: ashin
  [Recenzja] Gundam Battle Royale ashin 0 3561 10-11-2012, 14:31
Ostatni post: ashin

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości