Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

Dante's Inferno
#1
Opinie o wersji na PS3 znajdziesz TUTAJ.

[Obrazek: dantesinferno_zps8a691e66.png]

Zacząłem przygodę z tą gierką dlatego pomyślałem, że warto założyć oficjalny wątek. Dwie sesje przełożyły się na ponad 20% ukończenia.
Wnioskuję zatem, że produkcja nie należy do najdłuższych. Niemniej jednak szpil wciąga obrzydliwie i ciężko mi się oderwać od konsolki. A o to przecież w elektronicznej rozrywce chodzi.

Gra od zawsze była porównywana do GOW i nie ma się zresztą czemu dziwić. Twórcy nawet nie starają się ukryć na jakiej serii się wzorowali. Gracz, który spędził kilkadziesiąt godzin z przygodami Kratosa czuje się tutaj jak ryba w wodzie. Sam jestem takim właśnie grajkiem, dlatego też procesu aklimatyzacyjnego praktycznie u mnie nie było. Chwyciłem za konsolkę i od razu znakomicie czułem gameplay.

Niektórzy wytykają grze płaską fabułę. Moim zdaniem to błąd. Nie o to tutaj chodzi. Głównym bohaterem opowieści jest niejaki Dante. Wojownik ten uczestniczył w wyprawie krzyżowej. Po upragnionym powrocie do rodzinnej Florencji zastaje jednak w swoim domu rozgardiasz, a na podwórku znajduje martwą ukochaną – Beatrycze. Sam Lucyfer, król czeluści piekielnych, bezczelnie porywa jej duszę. W tym momencie Dante bez chwili namysłu wyrusza za nim, aby ocalić umiłowaną białogłowę. A że władanie orężem nie jest mu obce, to zaczyna się ostra rozróba, która swoją kontynuację będzie miała w dziewięciu kolejnych kręgach piekła. Fabuła zatem może i jest prosta, ale jak dla mnie w zupełności wystarczająca. Mamy jasno sprecyzowany, logiczny cel, do którego zmierzamy.
Opowieść ta inspirowana jest Boską Komedią autorstwa Dantego Alighieri. Jeżeli uważali na lekcjach języka polskiego, to powinni pamiętać jeden z drugim!

Perspektywa podziwiania wizji piekła od dłuższego czasu przyciągała mnie do tego tytułu. Sporo dobrego można napisać o filmikach, które znakomicie oddają charakter rozgrywki. Jest mrocznie, posępnie, przejmująco. Pod tym względem gra jest jakby poważniejsza od GOW. Charakterystyczna grafika w tej serii powoduje, że gracz od razu widzi tę mityczną bajkowość. Dante’s Inferno z kolei jest jakby bardziej zbliżony do rzeczywistości.

Pozytywnie zaskoczył mnie wyjątkowo miodny system walki. Twórcy naprawdę nie mają się czego wstydzić, a teksty typu „marny klon GOW” kierowane w stronę Dente’s Interno są moim zdaniem bardzo krzywdzące. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to zajebisty klon GOW w bardziej mrocznych klimatach.

Podstawowym narzędziem eksterminacji wrogów jest wielka kosa, którą to bohater zdobywa na początku gry. To nie jest spoiler. Praktycznie od razu wojak skopie dupę wszechmocnej Śmierci. Można rzec, że jest jak w filmach Hitchcocka: już na samym początku trzęsienie ziemi, a później napięcie tylko rośnie.
Dante ciacha, siecze i wywija aż miło. Momentami jego akcje zdają się mieć nawet większego powera niż popisy Kratosa. Nie naciągam faktów – tak właśnie jest. A poznałem póki co znikomy procent możliwości systemu walki. Gracz oczywiście zdobywa punkty doświadczenia, za które wykupuje w menu kolejne poziomy i kombinacje ciosów.
Podnoszenie umiejętności rozpisane jest na dwa „drzewa”. Drzewo umiejętności piekielnych zdaje się być tym podstawowym, bo pozwala ono na pakowanie orbów w kosę. Dante ma jednak również do dyspozycji drugi typ broni. Jest to krzyż, który jest czymś w rodzaju czaru o charakterze miotanym. Można go używać w nieskończoność. Wciskając wojownik razi przeciwników świetlistym krzyżem. Za jego rozbudowę odpowiada lokowanie punktów w drzewo umiejętności świętych.

Oprócz powyższego Dante ma oczywiście do dyspozycji klasyczne, potężne czary, których stosowanie skraca pasek many.
Fajnym smaczkiem jest spotykanie na swojej drodze dusz potępionych. Takiego nieszczęśnika możemy potraktować na dwa sposoby – ściąć, albo rozgrzeszyć. Dante przybiera zatem czasami rolę sędziego wydającego werdykt nad zbłąkanymi duszami.

Na YouTube oglądałem gameplay’e w dużych konsol (x360, PS3) i wydaje mi się, że wersja na PSP nie odbiega od nich znacząco. Nie zauważyłem praktycznie żadnych cięć w poziomach. To chyba najlepszy argument świadczący o jakości tego tytułu. Na kieszonce ta gra może się podobać. Zachwyca wręcz rozmachem i miodnością systemu walki na miarę GOW. Na stacjonarnych maszynach gierka zapewne przegrywa z konkurencją, ale na PSP wypada znakomicie. W tej chwili mogę tę produkcję z czystym sumieniem polecić miłośnikom dynamicznych gier akcji.
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz
#2
Szczerze - nie przepadam za GOWem. A nawet nie lubię. Kratos drże się jak jakiś palant. Historia w gowie też nie urywa. Dante z drugiej strony jest genialny. Fabuła- doskonała jak na nawalankę. Postać Dantego nie jest taka niekazitelna jak na początku się wydaje, a końcówka daje sporo do myślenia. Fantastyczna jest też oprawa - świetny voiceacting, muzyka no i 9 różnych od siebie kręgów piekła. I ta postać szatana... Największy faul to to, że druga część nigdy nie wyszła... Szkoda-strasznie szkoda. Sam nie zliczę ile razy tą grę przeszedłem - a przejdę ją napewno jeszcze kilka razy!
Odpowiedz
#3
Muszę trochę zweryfikować swoją wcześniejszą wypowiedź. Ukończyłem bowiem właśnie Dante’s Inferno po raz drugi. Mam takie zboczenie, że w tego typu grach lubię się mierzyć z najwyższym poziomem trudności. Za pierwszym razem zaatakowałem od razu najwyższy dostępny poziom „Hellish” (Hard). Po przyjściu gry odblokowałem „Infernal” (Very hard). Ten drugi nie sprawił większych problemów. Od początku gry mogłem bowiem korzystać z dobrodziejstw, których dorobiłem się podczas pierwszego zaliczenia gry. Napakowany Dante nie ma większego problemu z eliminacją przeciwników, a początkowa walka ze śmiercią była wręcz dziecinną igraszką (gdzie podczas pierwszego starcia męczyłem się tutaj trochę).

Na co najbardziej cierpi gra? Na pewno przydałaby się większa różnorodność przeciwników. Regularnie na naszej drodze staje to samo mięso armatnie. Co jakiś czas niby dochodzą jakieś większe monstra, ale raz, że są słabeuszami, a dwa, że i tak jest ich za mało.
W pierwszym poście chwaliłem system walki. Podtrzymuję tę tezę. Muszę jednak uczciwie przyznać, że dosyć szybko zorientowany gracz wyłapie najbardziej efektywne techniki i na ich rzecz porzuci te mniej skuteczne. Co z tego, że combo jest efektowne skoro w dynamicznej walce nie ma czasu na jego wyprowadzenie i naprawdę mija się to wszystko z celem. O wiele lepiej spisuje się mashowanie , albo na przykład podwójny skok i atak z góry kosą . To w zasadzie najbardziej efektywna technika, bo jako jedna z nielicznych odrzuca przeciwników.
Powyższe sprawia, że walka szybko może stać się dla gracza schematyczna, a co za tym idzie – nudna. Ja lubuję się w gatunku dlatego też dla własnej satysfakcji starałem się ciachać jak najbardziej finezyjnie. Wówczas rozgrywka mogła się podobać. W trudniejszych momentach jednak, czyli głównie podczas starć z bossami, odniosłem niestety wrażenie, że kosa stawała się bezużyteczna. Taktyka polegająca na trzymaniu dystansu i atakowaniu krzyżem jest tak samo skuteczna, jak żałosna. Nie powinno tak być, bo gracz w naturalny sposób idzie na łatwiznę. Po co ryzykować obrażenia i męczyć się walcząc kosą w zwarciu skoro można biegać w kółko i atakować bezpiecznie krzyżem. Dobry slasher powinien zmuszać gracza do szukania efektywnych technik na poszczególnych etapach rozgrywki. Pod tym względem królem jest dla mnie do tej pory DMC3.

Electronic Arts stworzyli również nieczytelną jak dla mnie walkę finałową. Nie za bardzo wiedziałem co się dzieje na planszy. Diablisko było piekielnie (Big Grin) szybkie i tylko intuicyjnie w jakim stopniu chroniłem cenne punkty życiowe blokiem. Kluczem do zwycięstwa było tutaj umiejętne wykorzystanie many oraz jak zwykle nieustanne naparzanie krzyżem z dystansu.

Podobał mi się natomiast długi fragment rozgrywki przed walką finałową gdzie Dante przedzierał się przez kilka identycznie wyglądających aren. Rozgrywały się na nich walki z chordami przeciwników. Spotkałem tutaj praktycznie każdą poznaną wcześniej bestię. Prawdziwa rzeźnia. Ostatnia arena to prawdopodobnie najtrudniejszy fragment gry, ale zwycięstwo było tylko kwestią czasu. Ani razu nie miałem poważniejszego kryzysu. Nie uznaję tego jednak za wadę.

Nie chciałbym aby powyższy post rozstał odczytany jako stos narzekań za słabą grę. Dante’s Inferno z góry był skazany na (częściową) porażkę. Jak bowiem skutecznie konkurować z God of War III? Trzeba wziąć na to poprawkę i podejść do tematu przynajmniej próbując odciąć się od porównań z przygodami Kratosa. Piekielna wędrówka Dantego to pomimo wszystko kawałek dobrego kodu, śliczne, klimatyczne filmiki, dynamiczna rozgrywka i ładna grafika. Momentami w ucho wpadały mi ciężko brzmiące melodie idealnie wręcz potęgujące piekielne zmagania. Mistyczny jest wręcz motyw muzyczny z głównego menu. Po ukończeniu gry można sobie przeczytać komiks, który pełni rolę nagrody za ostateczne zwycięstwo.

Najważniejsza sprawa: zakończenie wprost sugeruje, że twórcy w założeniach mieli tworzenie drugiej części. Myślę, że pierwowzór stworzył solidne podwaliny pod kontynuację, a uderzenie z sequelem na PS4 mogłoby się udać. W zasadzie to aż prosi się, aby to pociągnąć, poprawić stare błędy, rozbudować to co trzeba i zamknąć historię. Potencjał bowiem jest.
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości