Witaj gościu! Zapraszamy do rejestracji w TYM miejscu. Zajmie ci to tylko kilka sekund, a zyskasz pełny dostęp do forum i być może poznasz wiele ciekawych osób do dyskusji o swoim ulubionym hobby.
Reklama




Odpowiedz 
God of War: Duch Sparty
21-06-2013, 09:49
Post: #1
God of War: Duch Sparty
Po ukończeniu Uncharted 3 naszło mnie na kontynuowanie przygód Kratosa, a że skończyłem na GoW 1, to teraz przyszła kolej na Ducha Sparty... Smile
Przygodę zacząłem wczoraj, a dzisiaj ją ukończyłem... Smile
Nie oznacza to, że gra jest super krótka. Smile Przejście jej zajęło mi około 6g 45m.
Gra jest jak dla mnie rewelacyjna. Nie ma porównania do pierwszej gry na PSP, ta jest jak dla mnie lepsza, bo nie miałem momentów, które mi weszły za skórę z idiotycznego powodu. Wszystkiego (walki, zagadek, chodzenia, zwiedzania itp.) było w tej części jak dla mnie w sam raz.
Grafika, muzyka, fabuła rewelacja. Jak ktoś nie grał w tę część, to powinien zobaczyć jak PSP się poci przy tej grze. Jedyne czego mi brakowało w wydaniu na PSP to wibracji, które na pewno byłyby idealnym dopełnieniem całej gry.
Fabuła niby opisywana jako mało ciekawa i mało istotna, ale jak dla mnie była ona i ciekawa, bo odkrywana po trochu i w zasadzie istotna. Smile
Teraz przyjdzie pora na GoW 2, ale chyba jeszcze nie teraz... mam ochotę na coś innego... Wink

Spoiler:
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
26-06-2013, 17:43
Post: #2
RE: God of War: Duch Sparty
Ja polecam ci Assassin Creed Bloodlines.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
26-06-2013, 18:09
Post: #3
RE: God of War: Duch Sparty
Duch Sparty był produkcją wybitną i jest jeżeli chodzi o PSP. Świetna gra, dobry gameplay i świetna fabuła. Ten który pisał o tym że jest kiepska powinien prześledzić cały cykl. Mimo wszystko bardziej za serce ujęło mnie Chain of Olympus, do dziś pamiętam Kratosa ściskającego swoją córkę.
Pod kątem rozgrywki rzeczywiście doszlifowano to i owo, no i dali świetną broń włócznię spartiaty, która wsumie chyba pierwszy raz dla mnie w historii cyklu stała się logiczną alternatywą dla ostrzy chaosu..
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
26-06-2013, 19:19
Post: #4
RE: God of War: Duch Sparty
(26-06-2013 17:43)heros123 napisał(a):  Ja polecam ci Assassin Creed Bloodlines.

Na Assassin'a przyjdzie jeszcze kolej, ale najpierw inne zaległe gry muszę ograć...

(26-06-2013 18:09)ashin napisał(a):  [..]Mimo wszystko bardziej za serce ujęło mnie Chain of Olympus, do dziś pamiętam Kratosa ściskającego swoją córkę.

To faktycznie był mocny moment, ale tylko jeden i tyle.

(26-06-2013 18:09)ashin napisał(a):  Pod kątem rozgrywki rzeczywiście doszlifowano to i owo, no i dali świetną broń włócznię spartiaty, która wsumie chyba pierwszy raz dla mnie w historii cyklu stała się logiczną alternatywą dla ostrzy chaosu..

Włócznia jak dla mnie sprawdzała się w zestrzeliwaniu przeciwników, którzy stali daleko. Do tych w bliskiej odległości jakoś mi nie pasowała i wolałem standardowe ostrza... Smile
W Chain of Olympus była broń magiczna podobna do włóczni, która pozwalała zabijać na odległość. Na początku w Duchu Sparty mi tego brakowało, ale po pojawieniu się włóczni już mi było lepiej... Smile

Spoiler:
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
26-06-2013, 19:33
Post: #5
RE: God of War: Duch Sparty
Mnie motyw z córką Kratosa tak bardzo nie ścisnął za gardło, zdecydowanie lepiej wspominam ostatnią walkę w "Duchu" u boku Deimosa Jeden z mocniejszych punktów gry. Natomiast podobne odczucia mam do alternatywnej broni, w końcu znalazła jakieś konkretne zastosowanie, zaś na najwyższym poziomie trudności idealnie sprawdzała się w przypadku tych podziemnych suczysk ze szponami w łapach. O wiele lepiej niż zwykłe ostrza.

[Obrazek: Mlyneq.png]

[Obrazek: retronagazieuserbar.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
04-11-2014, 23:07
Post: #6
RE: God of War: Duch Sparty
Cześć. Nazywam się Kratos i przed kilkoma dniami skończyłem również drugą część serii z PSP. Zgadzam się tu z piotrosem - Ghost of Sparta jest zdecydowanie lepszą grą niż Chains of Olympus mimo, że ten drugi to wciąż gra bardzo dobra. Mimo wszystko to Ghost of Sparta dopiero w pełni wykorzystuje potencjał niepozornej kieszonkolki.

Zacznę jednak od zawodu, co by mieć go jak najszybciej z głowy. Polska lokalizacja w tej grze to jak dla mnie małe rozczarowanie. Nie miałem jeszcze do czynienia z God of War III, ale tutaj pan Linda wypadł bardzo nawet nie przeciętnie, co kiepsko. Być może to siła przyzwyczajenia, bo przez wielokrotnie ogrywane 2 pierwsze domorosłe części przyzwyczaiłem się do oryginalnego głosu Kratosa. Wyszło bardzo sztywno, intonacja jak dla mnie w ogóle niezrozumiała, a całości nie pomaga tłumaczenie po łebkach. Naliczyłem kilka literówek, a nawet błąd ortograficzny ("znaleść" i to w menu, które cały czas oglądamy!), ale pal to licho. Gorzej, że zdania są tłumaczone niezwykle dosłownie. Stąd też kwiatki typu "Ja... idę po ciebie". Nie wiem czy jest opcja wyłączenia dubbingu i pozostania chociaż przy tych napisach, ale radziłbym to każdemu na wstępie zrobić.

Od początku mamy bardzo wyraziste postaci bossów, co się zawsze chwali. Przeistaczająca się matka Kratosa to strzał w 10. Najcięższa była jednak dziewanna o imieniu Erynie, trochę się z nią pomęczyłem. Końcowy pojedynek piękny acz na jedno podejście. To, co się po nim dzieje to jeden z bardziej znamiennych epizodów w serii.

Co do nowości to panie i panowie mamy nowy pasek! Po wciśnięciu R1 na PS3 nasze ostrza na kilka sekund przybierają jeszcze bardziej ognistą barwę, a tym samym stać je na jeszcze więcej. Przeciwnicy dosłownie palą się tu do tego, żeby dostać od Kratosa upragnione manto. A Kratos się z nimi nie cacka, podrzuca im bombki i wysadza, a bezbronnych cywili łapie za wsiarz i tłucze ich głowy o posadzkę. Oczywiście nie jest to obligatoryjne, ale zielone orby piechotą nie chodzą.

Starałem się, jak to zazwyczaj, możliwie jak najszybciej powiększyć zielony pasek zdrowia i o dziwo mi się to udało. Podobnie jak w poprzednich częściach nie mamy tutaj zbyt wielu odnóg i miejsc, gdzie można zabłądzić, a wystarczy odejść 2 kroki w bok, żeby natknąć się na skrzynkę z łakociami. Tym razem jednak ile byś orbów nie wessał to i tak nie dasz rady dopieścić całej magii i broni do końca gry. Skrzyni z magią i zdrowiem tradycyjnie jest dużo za dużo, ale nie ma na co narzekać. Nieco ciężej wyhaczyć tzw. specjalne przedmioty, które można wykorzystać przy kolejnych przejściach gry. Jakiś tam pierścień pozwoli nam np. na zbieranie 10 razy więcej czerwonych orbów, a inny przedmiot na nieskończoność magii. Przedmioty są bardzo użyteczne jak widać, więc warto się rozglądać za najmniejszym szczegółem. Nowość to z kolei z bonusów tzw. arena. Wybieramy sobie dowolny typ przeciwników i tłuczemy ich do opamiętania. Nie wiem czemu ma to służyć, ale potrafi odprężyć ;D

To, co zwróciło moją uwagę już na początku to, że każdego mniejszego oponenta możemy złapać i targać nim po czym nam się podoba. Z tego, co kojarzę to we wcześniejszych częściach trzeba było ich sobie wcześniej odpowiednio urobić. Teraz "kółkiem" możemy już w momencie wyrośnięcia ich z ziemi wziąć za fraki i rzucić o glebę czy innego koleżkę. QTE dalej w sile i wyskakują wszędzie, gdzie się da, a nawet więcej, bo Kratos robi od czasu do czasu akcje rodem z Uncharted i zjeżdża ze stromej skały, a my w odpowiednim momencie musimy przeskoczyć przepaść.

Nie ma dużo elementów do pomyślunku, większość sprowadza się do przewrócenia posągu, ale mimo wszystko ta część przypadła mi o wiele bardziej do gustu. Moment, kiedy wchodzimy do Sparty i wszyscy kłaniają nam się w pas zapamiętam jeszcze przez bardzo długo. Gra niestety też szybciutko u mnie pękła, bo już poniżej 6 godzin, ale było to 6 naprawdę intensywnych godzin.

You wanna play games? Okay, I'll play with you. You wanna play rough? Okay! Say hello to my little friend!

[Obrazek: montana_pl89.png]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
06-06-2015, 11:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-09-2015 11:18 przez Kraszu.)
Post: #7
RE: God of War: Duch Sparty
Za mną dwie przyzwoite sesje z PSP w dłoni. Na liczniku ponad 3 godziny grania. W tym momencie nie powiedziałbym, że ta część jest znacząco lepsza od "Chain of Olympus", o ile w ogóle można tak stwierdzić. Odczuwalny jest wzrost powera. Kratos jest tutaj wyjątkowo wkurzony, co przekłada się na jego wyczyny, które można obserwować na ekranie. Niestety twórcy wręcz z tymi grzmotami przesadzili, bo niekiedy otoczenie się trzęsie, wali i aż ciężko ogarnąć co się dzieje. To taka zaleta i wada jednocześnie.
Mnie już kilkukrotnie rzuciło się w oczy ograniczenie przestrzeni walki. W poprzednich odsłonach GOW grubsze pojedynki z reguły toczyły się na większych arenach, co pozwalało na większe manewry w ofensywie. W "Duchu Sparty" często jest jakoś ciasno. Wręcz na wzór walki korytarzowej znanej z serii "Devil May Cry". Od razu włączyłem poziom "hard". Nie zaliczyłem jeszcze poważniejszego zacięcia chociaż do niektórych fragmentów musiałem podchodzić kilkukrotnie. Po ukończeniu gry atakuję oczywiście najwyższy stopień trudności. Podejrzewam, że naprawdę ciężko będzie w jednej z komnat, gdzie Krata walczy z piekielnie szybkimi "Wiedźmami", które potrafią się teleportować i atakować spod ziemi. Te poczwary naprawę budzą mój respekt i męczyłem się z nimi trochę. Jakoś się udało, ale sensownego patentu na ten moment jeszcze nie opracowałem.

Wydaje mi się, że do tej pory było naprawdę sporo wspinaczki/elementów platformowych. Aż byłem zdziwiony, że nasz mięśniak zamiast walczyć ciągle śmiga po linach, albo półkach skalnych. Mi to jednak zupełnie nie przeszkadza.
Mam wrażenie, że nieustannie poruszam się po lokacjach utrzymanych w czerwonej szacie graficznej. Całkiem niedawno ogrywałem "Dante's Inferno" i trochę mi się te wszystkie piekliska przejadły. Oby się to zmieniło w drugiej połowie gry.

Rozwalanie zbroi przeciwników poprzez używanie ognistych ostrzy również mi się podoba. Muszę jednak nadmienić, że konieczność przytrzymywania R1 jest trochę mało komfortowe. Szybko męczą mi się dłonie, kiedy jestem zmuszony korzystać z tej umiejętności. Zapewne na PS3, mając do dyspozycji Dualshocka, nie ma z tym problemu.

Na plusik za to zdecydowanie fabuła. Ten piknik rodzinny głównego bohatera jak najbardziej przypał mi do gustu. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ze wszystkich do tej pory ogranych części, w tym momencie najbardziej jestem ciekaw co będzie dalej. Już chciałbym poznać braciszka. Kim/czym może być brat Kratosa? To równie kozacki wymiatacz, czy może wrażliwy miłośnik mitologii? Zobaczymy...

Całościowo jednak jest miodnie i zajebiście. Wszak GOW to w zasadzie ikona gier akcji i jedna z najlepszych serii gier ever. Duch Sparty od zawsze był dla mnie pewniekiem i jak zwykle się nie zawiodłem.


EDIT 17.06.2015


Dziś zaliczyłem udaną, poranna sesję. Gra się solidnie rozpędziła. Miodzio. Regularnie zaskakują mnie epickie starcia i inne akcje.
Spoiler:
Ogólnie jednak gra mi się troszkę oporniej niż w poprzednie odsłony. Przede wszystkim brakuje mi mojego ulubionego combo w starej wersji . Obecna jest lekko zmodyfikowana. Kratos wykonuje trochę inną sekwencję początkową i to sprawia mi problem. Wiem jednak, że dopiero na najwyższym stopniu trudności GOW pokazuje pazury i wymusza na graczu stosowanie efektywnych technik. Na obecnym hardzie jeszcze niewiele muszę i walczę w zasadzie tak, jak mi się podoba.

Mnóstwo trudnych momentów można rozwiązać na swoją korzyść stosując chwyt . Nie jest to oczywiście nowość w serii, ale w Duchu Sparty szczególnie rzuca mi się w oczy. Aż szkoda, bo czasami gra powinna rzucić mi większe wyzwanie. Na przykład rewelacyjna walka na statku podczas sztormu - dwa pierwsze podejścia zakończyły się moją klęską. Pociłem się, używałem magii, próbowałem walki powietrznej i ... dostawałem łomot. Nagle przypomniałem sobie o opcji chwytu i momentalnie przeszedłem ten fragment. Na ekranie balet śmierci, a na padzie wciskanie . To jest właśnie ta dysproporcja, która troszeczkę zawsze mi doskwierała w tej serii. Zdecydowanie lepszy balans stworzył Capcom w serii DMC - tam trzeba sporych umiejętności, aby wykonać piękną akcję.

Od konsolki naprawdę trudno mi się oderwać. Ostatnio z Q narzekaliśmy na stosunkowo słabą konferencję Sony na E3. Jak sobie jednak pomyślę, że miałaby mnie ominąć przyjemność ogrania szczytowego osiągnięcia serii - GOW III - to z miejsca zapominam o pomyśle zakupu XONE. Jednak exy Sony są mi bliższe, a Kratos jest mi bratem. Ile to już boskich tyłków wspólnie skopaliśmy? Ile harpii rozerwaliśmy w pół? Ilu cyklopów musiało się pożegnać ze swoim ostatnim okiem? Może wieczorem uda mi się dobrnąć do końca.


EDIT 18.06.2015


Nadal nie udało mi się ukończyć gry. Muszę z tego miejsca sprostować nieco swoje wcześniejsze wypowiedzi odnośnie poziomu trudności. Podczas wieczornej sesji w jednym z momentów wykonałem kilkadziesiąt podejść do walki z (w sumie) trzema elektrycznymi olbrzymami, którzy dźwigają nad głową kulę. Nie byłoby z nimi problemu gdyby nie fakt, że skurczybyki potrafią się teleportować. Dodatkowo trzeba trzymać się od nich z daleka, bo jeżeli Kratos jest zbyt blisko, to zostaje momentalnie porażony "prądem". Z jednym nie ma problemu, ale walka z dwoma jednocześnie jest naprawdę ciężka. Cholernie trudno tutaj nie oberwać. Z czasem wypracowałem strategię, która pozwoliła mi zwyciężyć, ale na god mode będzie tutaj naprawdę ciężko.

Kilkadziesiąt minut później kolejny trudny moment. Te przeklęte Wiedźmy z pazurami + latające ptaszyska w ilościach hurtowych. Jazda na maksa. Na całe szczęście ostatni z czarów okazał się na ten zestaw przeciwników niezwykle skuteczny. Orby fruwały w powietrzu tworząc czerwone chmury. Już nie walczyłem tak jak mi się podobało. Musiałem po prostu przetrwać wykorzystując wszystkie dostępne możliwości. Magiczna mana była w tym momencie niezwykle przydatna.

Teraz już czuję, że to GOD OF WAR. Mocarna jatka. Świetnie wyważona, generalnie nie frustrująca, ale w pewnych momentach zmuszająca do maksymalnego wysiłku. O to chodzi. A najlepsze dopiero przede mną. Gra w Boga Wojny zaczyna się dopiero na poziomie god mode. Big Grin


EDIT 31.08.2015
Już przed wakacjami nabiłem kilkanaście godzin na poziomie GOD MODE, a dwa dni temu przypomniało mi się, że wypadałoby to ukończyć. Za mną praktycznie 3/4 gry i nie było łatwo tak po prostu się wbić w gameplay. Do tego mój "powrót" przypadł akurat na ten diabelnie trudny moment, na który kląłem już na poziomie HARD.
Cytat:Cholernie trudno tutaj nie oberwać. Z czasem wypracowałem strategię, która pozwoliła mi zwyciężyć, ale na god mode będzie tutaj naprawdę ciężko.
Dla potomnych, aby wiedzieli, o który moment chodzi ...





Ostatecznie zwyciężyłem po swojemu. Na YT jest patent pozwalający w zasadzie ominąć tę walkę, ale gdybym go zastosował to nie mógłbym później w lustro spojrzeć. Tongue Widziałem również znakomitą taktykę opierającą się na walce w pełni dopakowaną włócznią. No ale takowej w ekwipunku nie posiadałem. Zresztą przeciętnemu graczowi raczej trudno przekonać się do tych dodatkowych broni i dotyczy to w zasadzie każdej części Boga Wojny. Spędziłem w tym miejscu kilka długich godzin. Podejrzewam, że ilość rób które wykonałem osiągnęła wynik trzycyfrowy. Mordercza walka jak dla mnie. Wakacyjny rozwód z konsolami ewidentnie był odczuwalny. Najbardziej w tym, że po kilku minutach udanej walki, najczęściej po uśmierceniu jednego potwora, zaczynałem panikować niczym młody węgorz. Kwestia psychologiczna - świadomość, że jeden zły ruch przekreśli mozolnie wypracowaną przewagę. Szybsze bicie serca, spocone dłonie i te sprawy. Ale chyba właśnie to mnie jara w grach wideo. Big Grin
Z czasem opanowałem emocje i konsekwentnie realizowałem taktykę, która trzymała mnie przy życiu. Po raz kolejny skórę uratowało mi niezawodne combo . Ileż to już razy przechodziłem najtrudniejsze dla mnie momenty w tej serii, za pomocą tej techniki, to nie zliczę.
Wieczorem postaram się kontynuować batalię. Już sobie przypomniałem to i owo. Timing powrócił. Nadchodzę.


EDIT 17.09.2015


Gierka na poziomie boga ukończona. Od razu zabrałem się za wyzwania i praktycznie od razu zonk. Już od trzech dni stoję na drugim zadaniu (The Gauntlet). Dwie fale wrogów mam już opanowane, ale jak wyjdą opancerzone cyklopy i te małe przeszkadzajki, to tracę opanowanie i ginę. Chyba się starzeję. Tego typu przeciwnicy nigdy w serii GOW nie sprawiali mi problemów. Tutaj jest odwrotnie. Całe wyzwanie jest dosyć czasochłonne. Kiedy Kratos zginie to ponownie muszę przedzierać się przez kilka minut przez dwie fale, aby w ogóle móc zmierzyć się z trzecią sekcją. Męcząca sprawa, ale nie zamierzam odpuszczać...

[Obrazek: Kraszuuu.png]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  God of War - Duch sparty; wartość gry Szymon 5 1332 21-09-2013 17:49
Ostatni post: RafalKa

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości