Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

Ankieta: Którą z gier z serii Splinter Cell uważasz na PS2 za najlepszą?
Nie posiadasz uprawnień, aby oddać głos w tej ankiecie.
Tom Clancy's Splinter Cell
25.00%
1 25.00%
Tom Clancy's Splinter Cell: Pandora Tomorrow
0%
0 0%
Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory
25.00%
1 25.00%
Tom Clancy's Splinter Cell: Double Agent
50.00%
2 50.00%
Razem 4 głosów 100%
*) odpowiedź wybrana przez Ciebie [Wyniki ankiety]

Seria gier: Tom Clancy's Splinter Cell
#1
[Obrazek: 15522684.png]

Przejrzałem forum i nie znalazłem konkretnych tematów z dyskusją o którejkolwiek grze z serii. Zakładam więc temacik zbiorczy. Myślę, że warto, bo seria dorobiła się aż czterech odsłon na PS2:
1) Tom Clancy's Splinter Cell (2002);
2) Tom Clancy's Splinter Cell: Pandora Tomorrow (2004);
3) Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory (2005);
4) Tom Clancy's Splinter Cell: Double Agent (2006).

Osobiście jeszcze nie grałem w żadną z powyższych gier, jednak właśnie wpadły mi w łapska dwie pierwsze części. Splinter Cell powszechnie jest szanowany i uznawany za znakomity, ale głównie na PC. Na konsolach bowiem Sam Fisher, czyli główny bohater, zazwyczaj pozostawał w cieniu Snake'a znanego z kultowej wręcz serii "Metal Gear Solid".

Czy ktoś z Was obadał na czarnulce główną konkurencję "Metala"? Zachęcam do wyrażania swoich opinii.
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz
#2
Grałem na kompie i mówiąc szczerze bardzo mi się podobała. Bardziej niż MGS do siebie mnie przyciągała. Interesującyc szpiegowski klimat, dodatkowo na kompie świetny multiplayer. Ciekawe elementy rozgrywki, m.in. czasami przesłuchiwanie, różne rodzaje eksterminacji i zabawki. Odpowiada mi bardziej klimatem bo w MGS widać mocne naleciałości z kraju kwitnącej wiśni(w końcu tam powstawałą), a Japończycy mają swój specyficzny humor i podejście do wielu rzeczy. W SC jest mniej widoczna epickość, co wpasowuje się w klimaty szpiegowskie. W końcu rzadko szpieg dostaje ordery

Odpowiedz
#3
Miałem okazję sprawdzić pierwszą część (jedna z moich pierwszych gier na PS2) oraz trzecią Chaos Theory. Jedynki zbytnio już nie pamiętam, zaś trójkę ograłem stosunkowo niedawno - czytaj parę lat temu.

Choć zarówno SC jak i MGS są skradankami, to obie prezentują nieco odmienne podejście do tematu. Co się rzuca w oczy to większy wachlarz ruchów Fishera. Snake w tej materii posiada podstawowy jego zakres (czołaganie, kucanie), Sam z kolei potrafi dodatkowo wykorzystywać wiele elementów otoczenia - rury (porusza się po nich na "kurczaka"), w pomieszczeniach z niewielkim odstępem między ścianami, wykonuje akrobacje dzięki czemu jego postać szybko znajduje się pod sufitem z nogami rozpartymi o wspomniane ściany, i wiele innych. Pozwala mu to nie tylko na przechytrzenie wrogów, ale także na wykonanie na nich specjalnych egzekucji - będąc zawieszonym pod sufitem czy na rurce, śmiało może takiemu delikwentowi skręcić kark bądź po prostu na niego spaść. W grze jest wiele takich sposobności, co daje graczowi dużą radochę i szuka kolejnych możliwości takiej eliminacji. Jak dla mnie świetna sprawa, nigdy nie przechodziłem obojętny obok takiej okazji.

Różnice również widoczne są w kwestii uzbrojenia. Wąż zazwyczaj ma do wyboru szeroki wachlarz pukawek - od zwykłych pistoletów, przez karabiny po sprzęt ciężki. Rybak z kolei na każdą misję bierze tylko niezbędny sprzęt w postaci noża, pukawki z tłumikiem czy karabin wyposażony w dodatkową, alternatywną amunicję. Notabene podobny sprzęt do dyspozycji ma Logan w Syphon Filterze. Szczerze powiedziawszy bardziej przemawia do mnie wyposażenie w SC. W MGS mimo dużego wyboru broni, zawsze korzystam z pistoletu na strzałki czy amunicję ostrą z tłumikiem. Reszta jest dla mnie zbędna i niepotrzebna (chyba, że sytuacja tego wymaga). Splinter zaś, mimo raptem dwóch pukawek daje imo większe pole do popisu w zależności od sytuacji - chcę cicho wyeliminować wroga, rażę go shockerem, większą grupkę, gazem.

Bardzo miło wspominam potyczkę w Splinter Cella, daje on nieco inne doświadczenie w tym gatunku gier. Uważam, iż jest nastawiony bardziej na akcję, mamy zróżnicowane zadania do wykonania, na których gracz skupia swoją uwagę, Metal Gear Solid zaś kładzie większy nacisk na sposób przedstawienia fabuły, dzięki czemu jest on bardziej filmowy. Jak ktoś już kiedyś powiedział MGSa się przeżywa, w Splinter Cell się gra Smile.
[Obrazek: Mlyneq.png]

[Obrazek: retronagazieuserbar.jpg]
Odpowiedz
#4
Ale właśnie w Splinter Cellu esencją jest to, by się wczuć w szpiega, a więc przy okazji próbować przechodzić obok przeciwników niepostrzeżenie, żeby skończyć poziom po prostu przechodząc. Ja tak nie umiałem, a nawet mi się nie chciało, więc właśnie ubijałem ich xd

Ja grałem w Pandora Tomorrow, które niestety mnie nie wciągnęło na dłużej, także pozostawię bez komentarza.

O ile Double Agent, na PC i konsole nowej generacji jest raczej przeciętniakiem, to na PS2 i pierwszego Xboxa był świetny, w starym stylu z innowacjami z młodszych konsol. Świetnie się gra, fabuła jest fajnie przedstawiona no i najważniejsze: te rozwiązania misji z next genów były słabo zrobione. Tutaj inaczej się rozwiązuje niektóre lokacje. Dodam, że in plus.
Największą radochę daje jednak tryb coop. Obok zasiada drugi szpieg z padem - inne misje, ta sama fabuła. Ogólnie świetnie. To, czego Fisher sam nie mógł zrobić tutaj znajduje swoje wyjścia we współpracy między dwoma "kolesiami".

Ogólnie rzecz biorąc, jednak skradanki to nie jest mój gatunek gier i gram raczej w Splintery rekreacyjnie Tongue.
[Obrazek: ekrms3.gif]
Odpowiedz
#5
Swego czasu ogrywałem "Splinter Cell: Pandora Tomorrow". Najbardziej w tej grze podobał mi się szpiegowski klimat i poczucie, że gdy wyjdę z cienia albo narobię hałasu to będzie ze mną krucho. A to wszystko dlatego, że nasz protagonista nie jest typem "ramboidalnego" i napakowanego testosteronem mięśniaka, lecz jest tylko człowiekiem. Nasz bohater do swoich celów wykorzystuje spryt i doświadczenie nabyte w jednostkach specjalnych.

Sam Fisher (to właśnie o nim mowa) jest weteranem CIA, a także członkiem U.S. Navy SEALs. Fisher nie zawsze zgadza się z decyzjami swoich przełożonych, ale jak na profesjonalistę przystało mimo odmiennych poglądów, wykonuje ich polecenia - mam tutaj na myśli zabicie kobiety, która wskazała nam drogę do pewnego miejsca. Nie pamiętam dokładnie szczegółów, ale w mojej pamięci utkwił fragment gdy idąc za tą kobietą przez ulice miasta musieliśmy ukrywać się w cieniach.

Sama Fishera można określić mianem "współczesnego asasyna". Musi ukrywać się w mroku i poruszać bezszelestnie, a gdy przychodzi potrzeba wspina się po ścianach niczym Altair z "Assasin's Creed'a", czy Książę z "Prince of Persia" (swoją drogą to też bohaterowie gier Ubisoftu Smile ).

Grę "Splinter Cell: Pandora Tomorrow" zakwalifikowałem jako pozycję "MUST RETURN" (obowiązkowo zagrać jeszcze raz). W nieokreślonej przyszłości na pewno zagości na ekranie mojego telewizora i stanie się częścią mojej skromnej kolekcji.
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz
#6
(28-08-2012, 18:48)PaultheGreat napisał(a): Fisher nie zawsze zgadza się z decyzjami swoich przełożonych, ale jak na profesjonalistę przystało mimo odmiennych poglądów, wykonuje ich polecenia - mam tutaj na myśli zabicie kobiety, która wskazała nam drogę do pewnego miejsca.
i tu się mylisz, bowiem wcale się tu nie dostosował. Podobnie jak w poprzedniej lokacji (chyba we Francji) Fisher stanął przed wyborem ocalenia, bądź wyeliminowania przeciwnika. Prawda jest taka, że nie musiał tego robić, lecz podejrzewam, że mogło mieć to negatywny wpływ w dalszych działaniach Navy Seals.

Co do oceny samej serii, wypowiem się dopiero po kontakcie z Chaos Theory.
[Obrazek: Neku-tan.png]
Odpowiedz
#7
Chyba jednak dostosował się poprzez wspomniane zabicie kobiety. W tym fragmencie trzeba było iść za pewną muzułmanką (?) i chować się w cieniach. Gdy doszliśmy na miejsce, Lambert kazał Fisherowi ją zastrzelić. Jeżeli chodzi o poziom we Francji (bodajże w Paryżu), nie do końca pamiętam całego zajścia.

Muszę przyznać, że w grę grałem ze 3-4 lata temu i być może rzeczywiście pamięć mi szwankuje i to Twoja wersja wydarzeń jest jak najprawdziwsza. Smile

Może odświeżę sobie pamięć jeszcze raz grając w "Pandorę Tomorrow", jednak tym razem na PS2 i wtedy sprawdzę jak to wszystko wyglądało. Co prawda tytuł nie będzie się w ogóle różnił od wersji pecetowej, ale po takim okresie czasu nie widzę przeciwwskazań.
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz
#8
Dzisiaj rozpocząłem swoją przygodę z serią SC odpalając (jakże by inaczej Tongue) część pierwszą. Intro było skromne, ale zdecydowanie mogło się podobać i skutecznie wprowadzało w klimaty szpiegowskie. Od początku rozgrywki czuć, że przygody Rybaka rozmachem nie umywają się do mega produkcji Hideo Kojimy. Początkowe lokacje sprawiają wrażenie „plastikowych” i raczej nie cieszą oka. O epickich filmikach raczej można tutaj zapomnieć.

Gracz od razu zostaje rzucony na planszę mającą charakter samouczka. Bardzo spodobało mi się to rozwiązanie. Trening pozwala na spokojne zapamiętywanie możliwości ruchów Sam’a. To co zobaczyłem bardzo dobrze prognozuje na przyszłe posiedzenia przed konsolą. Przyklejanie do ścian, odbijanie się od nich, zapieranie się nogami między ścianami, kucanie, skradanie, strzelanie do kamer, manipulowanie przy zamkach, zjeżdżanie na linach, umiejętne wykorzystywanie cienia. To wszystko mogłem przetestować dosłownie po kilkunastu minutach grania. Niemal na każdym kroku dochodzi jakaś nowa, przydatna akcja. Dodatkowo bardzo dobrze rozwiązana jest „walka” wręcz. Wszystko opiera się na prostych komandach (czyt. wciśnięciu jednego guzika w odpowiednim momencie). Przeciwnik, którego zaszedłem od tyłu i poddusiłem ochoczo wyśpiewał cenny kod. Innego musiałem ogłuszyć i skitrać w cieniu. Jeszcze inny był mi potrzebny, bo drzwi reagowały na skan jego oka. To wszystko naprawdę potrafi cieszyć i póki co jestem pozytywnie zaskoczony pomysłowością twórców. Jako totalny nowicjusz czuję się od początku zaskakująco dobrze sterując postacią. Odnoszę wrażenie, że gra się o wiele płynniej niż w (momentami) topornym MGS.

Kamerę da się swobodnie kontrolować za pomocą prawego analoga i spisuje się to wyśmienicie. Tytuł ten niewątpliwie ma potencjał, nie męczy gracza, ale póki co kończę wywód, bo jeszcze nawet solidnie nie pograłem. Tongue

EDIT 17.06.2013

Ostatnio zaliczyłem kilka dłuższych posiedzeń przy pierwszej części Splinter’a. Na grze niestety dosyć konkretnie upływający czas odcisnął swoje piętno. Grafika nie zachwyca i pod tym względem jest mocno średniawo (żeby nie powiedzieć słabo). Być może mam takie odczucia ze względu na to, że póki co większość misji rozgrywa się w pomieszczeniach zamkniętych. W momencie, w którym Fisher ma okazję powojować na zewnątrz, na przykład wśród roślinności, jest zdecydowanie lepiej. Zaliczyłem level rozgrywający się na morskiej platformie i tutaj również było ciekawiej. Liczę, że gra jeszcze miło mnie zaskoczy, bo na liczniku z save’a mam dopiero coś koło 35%.

Pod względem gameplay’u jednak, gra jest skradanką z prawdziwego zdarzenia. Powiedziałbym nawet, że w tej kwestii wygrywa z MGS. Cień jest tutaj moim najlepszym przyjacielem. Trzeba się skradać w zasadzie bezustannie. Nawet w korytarzach oczyszczonych ze strażników nie za bardzo można sobie swobodnie pobiegać, bo w ten sposób kroki Fisher’a wywołują hałas, który może skupić uwagę oponentów z pobliskich pomieszczeń. Ponadto warto eliminować źródła światła, kamery i skrupulatnie chować wszystkie ciała w ciemnościach. Takie smaczki to miodzik na moje serce. Podoba mi się mechanika rozgrywki. Skradanie jest bardzo płynne i daje sporo frajdy. Dopiero wczoraj wyczaiłem jak korzystać z dodatkowych gadżetów, które współpracują z bronią palną. Podczas gdy zwykły strzał oddaje się za pomocą spustu R1, tak na przykład paralizator aktywuje się wciskając L1 (uprzednio jednak trzeba standardowo wycelować z broni). Podstawowe ruchy Sam’a bardzo fajnie zostały zaprezentowane podczas misji treningowej. Szkoda, że użycia dodatków musiałem się domyślać i przez to przez dłuższą chwilę byłem skazany na partyzantkę (eliminowałem wrogów ręcznie).

Tytuł ten nie jest tak irytujący jak MGS ze względu na mniejszą sztuczną inteligencję przeciwników (niektórzy zapewne podciągną to pod wadę). Po prostu tutaj łatwiej jest uciec i po chwili można normalnie kontynuować rozgrywkę. Miałem wrażenie, że alarm w MGS3 trwał wieki… Zaznaczam jednak, że strażnicy w Splinter Cell są bardzo czujni. Nieraz kciuk zadrżał mi na lewym analogu, kiedy zachodziłem gagatka od tyłu. Minimalnie zbyt mocne wychylenie grzybka i gość z karabinem orientował się, że ma Fisher’a za plecami. Jednocześnie jednak antagoniści są głupi. Big Grin Kawałek ucieczki do jakiegoś czystego pokoiku i w zasadzie po chwili Fisher jest bezpieczny.

Uważam, że gra jest dosyć wymagająca i bez sporej cierpliwości nie ma co do niej podchodzić. Pokonywanie kolejnych etapów może nie jest jakoś szczególne trudne, ale mi idzie to dosyć wolno. Niemniej jednak po kilkunastu minutach udziela mi się szpiegowski klimat i nie mogę się oderwać od konsoli. Wczoraj szarpałem do drugiej w nocy. Tongue Dzisiaj postaram się o kolejną udaną sesję.

EDIT 30.06.2013

Dobiłem do 90% ukończenia gry. Obecnie wiem jedno - pierwszy Splinter to mega SKRADANKA. Strasznie wolno posuwam się naprzód, ale to tylko świadczy o dobrej jakości tego szpila. Tutaj nie ma miejsca na brawurę. Dzisiaj miałem trochę pechową sesję, bo duuużo czasu straciłem na poszukiwania wyjścia z lokacji. W końcu skapitulowałem i zajrzałem na YT. Okazało się, że dalsza droga prowadziła przez najbardziej widoczne drzwi - mi po prostu skrypt się nie otworzył. Nienawidzę takich błędów w grach. Reset i kolejna próba przyniosła pożądany efekt.

Kawałek dalej znowu zwiecha. Po raz kolejny nie wiedziałem jak przejść przez drzwi. Po raz pierwszy nie dałem rady i zerknąłem do solucji. Warto tutaj wspomnieć o pomysłowym patencie:

[spoiler] Za pomocą "optic cable" widziałem jak dwóch strażników przechodzi przez te drzwi uprzednio wpisując kod. Ja jednak za nic w świecie nie mogłem później złamać tego kodu... Na moje nieszczęście nie usłyszałem podpowiedzi od moich przełożonych (Fisher komunikuje się z nimi przez radio). Wystarczyło włączyć gogle termiczne - strażnik zostawił na panelu nawigacyjnym odciski na czterech klawiszach. Kombinację 4 cyfr bardzo łatwo złamać. [/spoiler] Bardzo spodobał mi się ten patent - nie mogę odżałować, że nie odkryłem go samodzielnie. Sad

Gra pod koniec nie wybacza najmniejszego błędu, a strażnicy momentami są obłędnie czujni. Mnie się to bardzo podoba. To jest naprawdę mega skradanka.

Pamiętacie może niewypał jakim była snajperka w "Killzone". Ten ruszający się celownik, który czynił tą broń bezużyteczną? W Splinterze zastosowano niemal identyczny motyw podczas strzelania z karabinu szturmowego z włączonym zoomem. Tyle, że tutaj spisuje się to idealnie dobrze. Chowasz się w kącie, włączasz zoom i czekasz na idealny moment do oddania strzału. Ma to szczególne znaczenie gdy Fisher nie może przejść dalej ze względu na oświetlenie terenu. Trzeba wówczas z daleka zdejmować żarówki. Świetny pomysł.


EDIT 11.07.2013


Gra spodobała mi się na tyle, że postanowiłem ją przejść ponownie - tym razem na poziomie "hard". W zasadzie nie odczułem żadnego wzrostu poziomu trudności i nie za bardzo wiem czym "hard" różni się od "normala". Doświadczenie z pierwszego przejścia jest bezcenne i dosyć szybko zaliczam kolejne etapy.

Polubiłem Fishera i filozofię skradanki wg Ubisoft'u. Z pewnością sięgnę po kontynuację.
[Obrazek: Kraszuuu.png]
Odpowiedz
#9
Dzisiaj udało mi się zakończyć "Splinter Cell: Chaos Theory". Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co zaoferowała nam ekipa Ubisoft Montreal.

Akcja trzeciej części przygód Sam'a Fisher'a została umiejscowiona w roku 2007, czyli w niedalekiej przyszłości, biorąc pod uwagę datę premiery gry. Nasza uwaga zostaje skupiona na konflikcie rozgrywającym się na Dalekim Wschodzie, który rozpoczyna się od kryzysu, jaki przeżywa Japonia. W celu załagodzenia sytuacji wewnętrznej zostaje utworzona organizacja informacyjna I-SDF (Information Self Defense Force). Niestety nie spodobało się to okolicznym państwom, które widząc zagrożenie dla swoich wpływów zarzucają Japończykom pogwałcenie jej powojennej konstytucji oraz międzynarodowych praw. W międzyczasie pełniący funkcję szefa I-SDF admirał Otomo zleca (potajemnie) dokonania ataków hakerskich na Japonię i jednocześnie zrzuca całą winę na Koreańczyków z północy, którzy wykorzystując sytuację międzynarodową szykują się do rozprawienia z południowym sąsiadem. Sytuacja w regionie staje się niezwykle napięta, mówi się nawet o możliwości wybuchu globalnego konfliktu. Do akcji wkraczają Stany Zjednoczone, które próbują załagodzić konflikt. Oczywiście nie trzeba było zbyt długo czekać, aż zostanie wysłany Sam Fisher mający zażegnać zagrożenie. Trzeba przyznać, że fabuła w "Splinter Cell: Chaos Theory" trzyma w napięciu do samego końca, jest pełna intryg i zwrotów akcji. Z całą pewnością zachęci niejednego gracza do dalszej gry. Standardowo o szczegółach fabuły dowiadujemy się w trakcie oglądania przerywników - zwykle są to wiadomości.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż przed rozpoczęciem zabawy w trybie single-player mamy możliwość obejrzenia filmów instruktażowych, w których zapoznamy się z podstawami rozgrywki, klawiszologią oraz chwytami, jakimi dysponować będzie Fisher. Bardzo pomoce rozwiązanie zarówno dla osób mających pierwszy raz styczność z serią, jak i dla osób, które ograły wcześniejsze odsłony. A to dlatego, że gra w sferze mechaniki doczekała się wielu zmian, które w znaczący sposób wpływają na przebieg rozgrywki. Przede wszystkim wiążę się to z rozszerzeniem zakresów ruchów naszego protagonisty - stał się on zwinniejszy, szybszy i bardziej finezyjny. Należy zacząć od tego, że w większości przypadków animacja ogłuszania (ew. zabijania) przeciwników jest inna, zależna od sytuacji. Dla porównania w "Pandora Tomorrow" Fisher zawsze walił z pięści, za każdym razem tak samo. W omawianej pozycji Fisher dysponuje większą paletą animacji ciosów - może skręcić przeciwnikowi kark będąc podwieszonym pod rurami, popchać go w przepaść, gdy ten stoi przed barierką, a nawet wciągnąć stojącego nad brzegiem basenu nieszczęśnika do wody i utopić. Co ciekawe do naszej dyspozycji został oddany również nóż, którym możemy w cichy sposób rozprawić się z danym delikwentem ostatecznie. Oprócz tego posłuży on nam również do wycinania dziur we wszelkiej maści materiałach (np. w namiocie). Mimo wszystko bardziej opłacalne jest zachodzenie przeciwnika od tyłu (bez skojarzeń) i zaciągnięcie w cień, gdzie będziemy mogli go przesłuchać - co prawda zdarzają się osobnicy, u których nie ma tej opcji, aczkolwiek warto spróbować, bowiem niektórzy mają do powiedzenia bardzo dużo (m.in. mogą zdradzić kody do drzwi), a Sam Fisher niejednokrotnie zaskoczy nas swoim sposobem przesłuchań.

Przed rozpoczęciem każdej misji mamy możliwość wysłuchania odprawy (tutaj dowiemy się o możliwych sposobach rozwiązania misji i czyhających na nas zagrożeniach) oraz wyboru wyposażenia z trzech, uprzednio przygotowanych, zestawów (stealth, assault oraz, będący pośrednim, rekomendacja Redding'a - jeden z naszych współpracowników). Tak jak w poprzednich odsłonach Fisher ma bardzo dużą ilość specjalistycznego sprzętu. Oczywiście nie obyło się bez gruntownych zmian. Największą jest bez wątpienia tzw. EEV (Electronically Enhanced Vision), czyli nowy tryb widzenia w naszych goglach, który posiada filtr elektromagnetyczny pokazujący wszystkie urządzenia elektryczne, z którymi możemy wejść w interakcję. Jako że fabuła gry opiera się o kwestie wojny cybernetycznej, my również pobawimy się trochę elektrycznością. W głównej mierze wykorzystywać będziemy nową umiejętność naszego szpiega - mianowicie możliwość włamywania się do komputerów, łamania kodów etc. Zabawa w hakera to tak naprawdę kolejna minigierka - obok otwierania drzwi za pomocą wytrychu (tutaj mamy głośniejszą alternatywę w postaci złamania zamka i/lub wyważenia drzwi), która opiera się na wybraniu właściwego kodu z kilku ciągów liczbowych. Ułatwieniem jest to, że niektóre cyfry z kodu, które są właściwe ukazują się nam i, albo je zapamiętamy, albo oznaczymy . Hakować możemy podchodząc do urządzenia, albo wykorzystując EEV (skanujemy komputer i możemy włamać się do niego z dystansu, gdy nawet jest używany przez przeciwnika). Kolejnym gadżetem wykorzystującym elektryczność jest standardowy pistolet z tłumikiem Sam'a Fisher'a, który doczekał się modyfikacji mogącej czasowo zakłócić pole elektromagnetyczne jakiegoś urządzenia (np. wyłączenie żarówki). Jest to alternatywa do rozwalania świateł za pomocą zwykłych naboi, bowiem wrogowie mogą nie zauważyć braku światła. Zmian doczekał się również SC-20K, w który wbudowano shotgun.

W kwestii samego przebiegu rozgrywki wprowadzono wiele nowych rozwiązań. Rozgrywka stała się mniej liniowa, a lokacje stały się bardziej otwarte. Do każdego celu prowadzi kilka dróg, a większość problemów będziemy mogli rozwiązać na wiele sposobów. Pomocna okaże się mapa, która de facto jest trójwymiarowym modelem lokacji i pozwala nam obejrzeć z każdej strony, jak dostać się do celu zaznaczonego na mapie. Jeżeli chodzi o nasze cele, to oprócz zadań wymaganych do zaliczenia danej misji (Primary Objectives), spotkamy się też z zadaniami pobocznymi (Secondary Objectives oraz Opportunity) oraz sekretnymi, które nie są zaznaczone w Opsat. Zadania te nie są wymagane do ukończenia gry, aczkolwiek wliczają się one do oceny poszczególnych etapów - za każdy etap gracz jest oceniany pod względem ilości wykonanych zadań i sposobu rozprawiania się z wrogami (zabijanie uniemożliwia 100%). Jeżeli chodzi o wrogów, to czasami w niektórych sytuacjach wykazują niesamowity spryt (gdy zauważą Fisher'a raz, to mimo, że uciekniesz i się schowasz w cieniu, to i tak go widzą) i niesamowitą głupotę (potrafią nie zauważyć Rybaka, gdy stoi kilka metrów przed nimi i świecą w niego latarką).

Słowem podsumowania. Uważam, iż "Splinter Cell: Chaos Theory" jest grą oferującą niezwykłe przeżycia w wielu sferach rozgrywki. Tytuł ten może poszczycić się szpiegowskim klimatem i bardzo ciekawą fabułą, która zawiera wątki mogące posłużyć do nakręcenia dobrego filmu w realiach political-fiction lub thrillera, czy filmu sensacyjnego. Gra może się również obronić niezwykle grywalnym gameplay'em oferującym szczyptę adrenaliny i dużą dawkę emocji - szczególnie w chwilach, gdy musimy się spieszyć (jest kilka etapów na czas).
[Obrazek: PaultheGreatPL.png]
Odpowiedz
#10
Jak tam Kraszu? Wiem z tematu o Pandora Tomorrow, że ukończyłeś już właśnie tę część. Zamierzasz brać się za Chaos Theory?

Ja osobiście niezbyt lubię grać w skradanki. Szpil naprawdę musi mi podpasować, żebym zdecydował się go ukończyć. Pandorę oceniam jednak bardzo wysoko i czuję, że wypadałoby się za Teorię Chaosu w końcu wziąć. Jak uważa wielu, to najlepsza część serii.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Najbardziej pociągające bohaterki gier! Hmirror 3 3101 07-08-2016, 14:56
Ostatni post: laura127
  Top gier PS2 anemek 88 65232 29-06-2015, 23:02
Ostatni post: SirFortesque
  Ulubiona seria gier ever Kratos 68 34991 08-06-2015, 20:47
Ostatni post: Spaidi
  Seria gier: Sly Cooper Kraszu 7 6529 26-08-2014, 12:07
Ostatni post: lubiegry
  Seria Onimusha Kratos 2 2206 08-01-2014, 21:51
Ostatni post: Kratos
  Seria Hitman - najlepsza część na PS2 Kratos 3 2190 16-12-2012, 13:33
Ostatni post: Mr.Q
  Seria K1 i MMA - najlepsze gry FSON 15 7749 10-08-2011, 22:38
Ostatni post: arturo89

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości